poniedziałek, 5 stycznia 2015

Solipiwko, Sweet Nygus


Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 14%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [9/10]
Piana: [9/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: 9,30 zł / 0,5 l [Outlet piwny]

Uwagi: Mimo, że milk stout wydaje się dosyć dobrym piwem dla początkującego, nowofalowego browaru (piją i lubią ten styl hop-headzi, mniej wprawieni piwosze, a nawet nielubiący typowego piwa, typowego czyli jasnego lagera), to rzadko brany jest na pierwszy rzut (ba, często w ogóle nie pojawia się w ofercie), dlatego cieszy fakt, że Solipiwko debiutuje tym piwem (a nie AIPA/APA jak większość nowych inicjatyw kontraktowych). Mimo, że to oficjalny debiut, to jest to drugie komercyjne piwo uwarzone przy udziale piwowara domowego Wojtka Solipiwko. Pierwszym było uwarzone w kooperacji z Widawą Rosanke, za które ma wielkiego minusa ale tutaj dostał ode mnie drugą szansę.

Wracając do recenzji, po przelaniu do szklanki otrzymujemy ciemnobrunatny, niemal czarny trunek, który jedynie pod światłem nabiera rubinowych refleksów. Piana jest genialna, gęsta, kremowa, niemal jak w piwach na azocie. Dodatkowo utrzymuje się do samego końca i ładnie oblepia ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla delikatnie poniżej średniej, ale świetnie pasuje w tym stylu.

W zapachu mamy sporo mlecznej czekolady, czyli dokładnie to czego człowiek spodziewa się po mlecznym stoucie. Do tego dochodzą lekko karmelowe nuty i trochę kwaskowatości (zapewne od ciemnych słodów). Całość jest średnio intensywna, ale bardzo przyjemna. Swoją drogą różnica pomiędzy aromatem mlecznym od laktozy, a diacetylem jest często przez nowicjuszy niezauważana - jeśli ktoś chce wiedzieć jak pachnie mleczny, czysty stout bez diacetylu to Sweet Nygus jest świetnym reprezentantem.

W smaku mamy lekką słodycz, która jednak nie daje treści piwu (ciągle ma się wrażenie, że piwo jest dosyć wytrawne, nawet wodniste), która jednak całkiem nieźle kontrowana jest przez małą, ale wyczuwalną goryczkę. Do tego dochodzi kwaskowatość i sporo jak na styl paloności (trochę za dużo). Mleczno-czekoladowe nuty również są obecne, ale jednak w drugim planie. Na dodatek po ogrzaniu pojawia się lekka woń alkoholu, co w piwie o takim woltażu nie powinno mieć nigdy miejsca. Nie zmienia to jednak faktu, że piwo pije się całkiem przyjemnie.

Podsumowując, jest to całkiem dobra próba uwarzenia milk stoutu, ale jednak nie pozbawiona wad. Są to jednak takie wady, które dosyć łatwo można spróbować niwelować w kolejnych warkach (jest potencjał w piwie). Na koniec dorzucę tylko małego minusa za lekko przesadzoną cenę na tle konkurencji.

Ocena końcowa: 7,5/10

1 komentarze:

  1. ...po kilkukrotnym zamieszaniu pokalem i ogrzaniu się piwa pojawia się delikatna siarkowo-kanalizacyjna nuta niestety...

    OdpowiedzUsuń