piątek, 10 listopada 2017

[Relacje] Piwna turystyka - Texas 2017 - Dallas, Fort Worth, Austin, San Antonio

0 komentarze
W drugiej połowie października przebywałem w celach zawodowo-turystycznych w USA, konkretniej w Texasie. Trzeba przyznać, że Ameryka to kraj zdecydowanie dla lubiących craftowe piwo. Jest go tam od groma, każdy możliwy styl, tysiące browarów - żaden inny kraj nie może się z tym równać. Można by się zastanowić czy cała Europa może się równać z tym co oferują Amerykanie. Moja obserwacje będą na podstawie tego co widziałem w Texasie (w Dallas, Fort Worth, Austin i San Antonio), ale też z rozmów z beer geekami texańskimi, którzy opowiedzieli mi o tym jak wygląda to w innych stanach.

Słyszeliście o pub crawlingu? Kojarzycie Warszawski Szlak Piwny? To będąc w USA możecie o tym zapomnieć. W USA (może pomijając New York i Chicago) podróżuje się samochodem, wszędzie jest daleko i nie ma szans na piesze wycieczki od pubu do pubu czy też od browaru do browaru. Komunikacja miejska w większości miejsc praktycznie nie istnieje (a często nawet teoretycznie). W Texasie nie jest to większy problem bo mają dosyć liberalne podejście do jazdy po wypiciu alkoholu (0.8 promila, które dla rozsądnego człowieka z ich limitami prędkości i drogami nie jest zabójczym miksem), dlatego nikogo nie dziwi, że do browarów na degustacje wszyscy przyjeżdżają własnymi autami, wypijają 3 piwa albo 2 deski degustacyjne i jadą w spokoju do domu. W Polsce by się to zapewne nie sprawdziło, tam jest to w zasadzie jedyny sposób, żeby dostać się do pubu czy też nawet restauracji na kolację.

Może nie typowy, ale jeden z wielu podobnych pubów - Growler USA UT Austin
Piwa w USA można spróbować w pubach, które potrafią mieć po kilkadziesiąc, albo nawet ponad 100 nalewaków - te są otwarte najczęściej przez cały tydzień, a godziny otwarcia wahają się od godz. 11:00 do 17:00. Piwa można spróbować w browarze - w ichniejszych taproomach. Ciekawostka (texańska - nie wiem jak to wygląda w innych stanach): w Texasie nie można sprzedawać piwa w browarze do konsumpcji - chyba, że otworzy się miejsce sprzedające jedzenie i piwo - wtedy nie ma problemu, wystarczy zatem w taproomie oferować poza piwem orzeszki czy jakiejkolwiek inne snacki i można już bez przeszkód sprzedawać piwo na miejscu. Tutaj trzeba mieć na uwadze, że często browary otwierają taproomy kilka, a czasami nawet 1 dzień w tygodniu - warto sprawdzić to wcześniej. Trochę mniej popularne w Polsce miejsca, w USA często spotykane to sklepy z piwem (które potrafią być też pubami z kilkudziesięcioma nalewakami, zdarza się, że są ulokowane w okolicach biurowców i wtedy często łączone są z kawiarniami, a dzięki temu otwarte są od rana, od godziny 7:00 czy 8:00). Pojawiają się też sklepy wyspecjalizowane w napełnianiu growlerów (butelki niemal 2 litrowe, kupowane do domu), które też mają opcję konsumpcji na miejscu. Zostają jeszcze miejsca niepozorne, od groma pizzerii, burgerowni, taco barów ma w środku po kilka, kilkanaście, czasami nawet kilkadziesiąt kranów z craftowym piwem.

Wydaje się, że jest super i tylko wskakiwać do pierwszego z brzegu pubu i pić kolejne "sztosy". Tutaj niektórych może czekać rozczarowanie. Jeśli ktoś liczy, że wejdzie do pubu (nawet bardzo dobrze ocenianego) i znajdzie piwa z list topów różnych serwisów to srodze się zawiedzie. Bo takowych nie dostanie. W typowym pubie (nawet jeśli jest 100 nalewaków) znajdzie się sporo miejscowego piwa (z danego miasta, stanu), ale będą to głównie różnego rodzaju piwa w stylu APA/IPA i inne lżejsze wariacje. Do tego sporo piw z zasłużonych i dużych amerykańskich browarów jak Stone, AleSmith, Sierra Nevada oraz trochę pozycji z Europy. Oczywiście zdarzają się wyjątki i można czasami trafić na dobrego RISa, Barley Wine'a w wersjach beczkowych lub nie (ale najczęściej albo ze znanego browaru pokroju AleSmith, albo miejscowego mało znanego nawet poza stanem browaru).

Taproom w browarze, świetna sprawa - tutaj Collective Brewing Project
Prawda jest taka, że najprościej konkretnego piwa napić się w samym browarze (w ich taproomie), przy czym większość najlepszych piw jest wypuszczanych sezonowo. Więc o ile nie ma premiery, albo chwili po premierze to można zapomnieć o spróbowaniu konkretnego barrel age'a. Podobnie jest ze sklepami z piwem. Jest ich trochę, ale nie tyle co pubów z craftowym piwem (tutaj jednak wolą piwo craftowe pić poza domem). Znów dominują różne wariacje na temat APA/IPA z pobliskich browarów oraz piwa z dużych i znanych amerykańskich browarów craftowych (takich, które często docierają również do Europy/Polski). W Polsce gdy jakiś browar wypuszcza jakieś limitowane piwo (np. RISa leżakowanego w beczce po bourbonie) to piwo pojawia się w każdym, albo niemal każdym dobrym sklepie w każdym dużym mieście. W USA browarowi najłatwiej sprzedawać piwo bezpośrednio u siebie, ewentualnie w swoim stanie. Wynika to z prawa, często ogromnych podatków przy próbie sprzedaży alkoholu w stanie X wytworzonego w stanie Y. Dlatego wiele małych browarów po prostu z tego rezygnuje. Czasami niewielka partia piwa trafia do pośredników (dystrybutorów) i pojawi się w innym stanie, ale jest to raczej rzadkość. Kolejna kwestia, że limitowane piwa z najlepszych browarów często sprzedawane są tylko podczas specjalnych eventów (na które wejściówki są losowane), często w limitowanych ilościach. Więc jeśli ktoś myśli, że pojedzie do USA i kupi piwa z listy TOP50 z ratebeer to poza kilkoma znanymi markami może o tym zapomnieć.

Ponieważ byłem w wielu miejscach to tylko skrótowo o każdym z podziałem na miasta.

Dallas / Fort Worth (i okolice):
- Lone Star Taps & Caps - Fort Worth (pub, kilkadziesiąt kranów, można kupować 4oz na sztuki, sporo miejsca do parkowania)
- The Collective Brewing Project (browar, otwarty w weekendy, szybko zamykany, robią kreatywne kwasy, dużo beczkują, must have w Fort Worth)
- HopFusion Ale Works (browar, dobre piwa, raczej klasyka craftowa, można kupować porcje 4oz)
- Deep Ellum Brewing Company (browar, hipsterskie miejsce, znany browar, ale mnie nie zachwycił, był tylko poprawny)
- Lakewood Brewing Company (browar, większy od pozostałych, fajny duży taproom, kilkadziesiąt km od centrum Dallas)
- Kool Keg (pub, w Arlington, niepozorny, ale miał kilka fajnych piw)
- The Common Table (pub, w centrum Dallas, mają trochę nalewaków, są deski, ale tylko gotowe 3 różne zestawy z konkretnymi piwami za konkretną cenę - dziwne podejście, nie można samemu wybrać co się chce)

Austin (i okolice):
- Pinthouse Pizza (pizzera, własny browar, pub - można zjeść, trochę kuriozum, ale świetne piwa, nawet leżakujące beczki po bourbonie leżą pod ścianami)
- Austin Beerworks (browar, trochę na uboczu, dosyć spory, piwa przeciętne)
- WhichCraft Beer Store (sklep, pub, kawiarnia - głównie sklep, ale są nalewaki i jest otwierany o 8:00)
- Draught House Pub & Brewery (pub, nie ma desek, bez szału)
- Banger's Sausage House & Beer Garden (pub i restauracja, ponad 100 nalewaków, ale klimat karczmy, głośno, dla mnie nieprzyjemnie ale blisko centrum i rzeki)
- Craft Pride (pub, zaraz obok powyższego - chyba najdroższy pub w Austin przy kupnie małych porcji)
- Hopfields (pub, na tle innych nie za wiele nalewaków, ale kilka świetnych piw - blisko campusu uniwersyteckiego)
- Waller Creek Pub House (pub, w centrum, przeciętny)
- Growler USA - UT Austin (pub, mój ulubiony, dużo piw prawie 100 nalewaków, dobre ceny, można kupować 4oz na sztuki, blisko campusu uniwersyteckiego)
- Jester King Brewery (browar, najbardziej kultowy browar w Texasie, 30 km od centrum Austin, robi kwasy i dzikusy, świetne piwa)
- Hops & Grain Brewing (browar, przeciętny jak na standardy amerykańskie)

San Antonio:
- Big Hops @ The Bridge (pub, jedyny odwiedzony w San Antonio, poziom w porównaniu do najlepszych pubów z Austin przeciętny)

W San Antonio odwiedziłem tylko jeden pub ponieważ moim głównym celem w tym mieście był odbywający się tam festiwal piwa (San Antonio Beer Festival 2017). 

San Antonio Beer Festival
Festiwal piwa w San Antonio to raczej impreza piknikowa, odbywała się w sobotę w godzinach 13:30-18:00 (dla biletów VIP wejście od godz. 12:00). Bilet VIP poza wcześniejszym wejściem to również koszulka i kilka innych gadżetów. Sam zakupiłem przez internet bilet zwykły. Co do cen to wejściówka zwykła kosztowała w zależności od terminu zakupu ok 40-50$, VIP ok 100$. W tej cenie dostawało się małą szklankę (na oko 4 OZ czyli ok 120 ml) i kartkę pozwalającą na spróbowanie 12 piw w pojemnościach 2 OZ (czyli ok 60 ml) - przed każdym nalaniem była dorzucana pieczątka na kartę. Czemu 12 piw? Z prozaicznego texańskiego powodu, prawo stanowe nie zezwala na jednorazową sprzedaż większej ilości niż 24 OZ piwa do konsumpcji na miejscu. Ideą festiwalu miała być jednak możliwość spróbowania wielu piw w małych ilościach dlatego rozwiązano to bardzo prosto, za 2$ można było kupić kolejną kartkę umożliwiającą spróbowanie kolejnych 12 60-ml próbek. W teorii. W praktyce niemal zawsze lano do pełna, jeśli piwo się pieniło dawano je bez pieczątki, itd. W zasadzie nie miało to znaczenia bo cena kolejnych kartek była śmiesznie mała i jedynym ograniczeniem przy cenie ok 50$ był tylko czas. No i pogoda. Słoneczny, gorący dzień (ponad 33 stopnie celsjusza) spowodowało, że pierwszy raz w historii piwnych festiwalów zostałem pokonany przez słońce - i wcale nie chodziło o połączenie alkoholu i wysokiej temperatury a prozaiczne pieczenie skóry czerwonej jak u raka. Przez to musiałem uciekać ok godz. 17:00, do tego czasu udało mi się jednak spróbować niemal 40 próbek piw. 

Co do samych piw to było ich ponad 400 z ponad 150 browarów. Poza legendarnym Bourbon County Brand Stout z browaru Goose Island (swoją drogą osoby nalewające były wielce zdziwione, że 5 minut po otwarciu przybiegłem do nich po 15% RIS'a), dosłownie kilkoma RIS'ami z innych browarów i dwoma czy trzema kwasami z Jester King były to raczej głównie różnego rodzaju IPA/APA i inne sesyjne piwa. Było sporo miejscowych browarów, były też legendy (Avery, Prairie, Lagunitas, Bell's, Founders, Great Divide, Sierra Nevada, Stone, Victory, ...). Poziom piwny bardzo poprawny, było wiele dobrych piw, brakowało może "sztosów", ale też mało było piw słabych. Mimo, że festiwal nie był nad wyraz beer geekowy to jednak życzyłbym sobie takich festiwali w Polsce.

Przez cały pobyt spróbowałem ponad 150 różnych amerykańskich piw, kilka które zapadło mi w pamięci:

Oczywiście RISy:
- Bourbon County Brand Stout 2016 z browaru Goose Island, nie bez kozery uważane za jedno z najlepszych piw na świecie (przynajmniej z tych dostępnych w sensownych ilościach)
- Big Bad Baptist z browaru Epic w dwóch wersjach 76 i 86 release, konkretna ilość beczki
- w00tstout z browaru Stone

Rynek piw kwaśnych jest ogromny i ich poziom jest naprawdę wysoki, śmiem stwierdzić, że kreatywnością podejścia prześcignęli już dawno nawet Belgię:
- Wood Folk z browaru Collective Brewing Project, wild ale w beczce po bourbonie, wanilia i kwas to świetne połączenie
- Raspberry Sour z Avery, znów owoce, kwaśność i beczka dały genialną mieszankę
- Reposé i Bière De Blanc Du Bois z browaru Jester King, najlepsze kwasy spróbowane z tego browaru, może nie aż tak hard-core'owe jak się spodziewałem, ale i tak dawały radę
- Codex Triplex (Mysterium Verum) z Real Ale, znów beczka i kwas
- The Meddler Oud Bruin z browaru Odell, chyba nikogo nie zaskoczy, że znów oud bruin leżakowany w... beczce po bourbonie
- Cup O' Sumpin' Sour z Collective Brewing, intensywne, dzikie, wielowymiarowe, nawet cynamon wyczułem
- Vape Tricks z Prairie, kwas z wiśniami, poziom najlepszych krieków
- Brett Barrel Berliner Weisse Raspberry z Lakewood, tym razem berliner weisse z dodatkiem malin i znów leżakowany w beczce po bourbonie co zrobiło robotę

Poza tym świetnie wypadły 3 interpretacje belgijskich mocnych ciemniaków (znów wszystkie leżakowane w beczkach):
- Cask-It Series Rye Barrel Aged DNR z browaru COOP Ale Works
- Four Swords 2017 - Whiskey Barrel Aged z Deep Ellum
- Tangerine Quad z Avery

Ostatnia porcja piw, które chciałem wyróżnić nie pasowała do żadnych powyższych:
- Amped Fusion z browaru HopFusion Ale Works, chyba najlepszy kawowy stout jaki w życiu piłem, jak najlepsze włoskie espresso, mimo niemal 9% alkoholu nie był to RIS, był tak gładki, że smakował jak FES z ogromną ilością kawy
- Sweet Fang z Panther Island, niby mleczny stout, 4.7% alkoholu, a smaku jak w RISach, od groma czekolady i cynamonu, świetne piwo
- Electric Jellyfish z Pinthouse Pizza, najlepsze IPA jakie piłem w USA, w zasadzie NEIPA (tutaj spostrzeżenie, bo piw w stylu IPA/APA i ich wariacjach wypiłem sporo, ale naprawdę wiele z nich jest co najwyżej przeciętna, jest ich od groma, ale większość nie powala i nawet w Polsce nie miałbym ciśnienia, żeby takowe próbować)

Wszystkie piwa z całego tripu opisane po krótce i ocenione zostały na https://untappd.com/user/alterbeer

Podsumowując, USA to na pewno piwne el dorado. Nawet w Texasie, który nie słynie z piwa tak jak kilka innych stanów (nie jest to przecież Kalifornia, Kolorado czy nawet Floryda) można znaleźć dziesiątki świetnych miejsc do napicia się dobrego piwa. Trzeba jednak pamiętać, że obiekty westchnień z top50 różnych rankingów w większości przypadków są poza zasięgiem (i to nie tylko przyjezdnego Polaka, ale nawet większości amerykańskich beer geeków).


Jester King Brewery




 







The Collective Brewing Project







HopFusion Ale Works



Deep Ellum Brewing







Lakewood Brewing







Hops & Grain Brewing




Pinthouse Pizza





Austin Beerworks





Lone Star Taps and Caps - Fort Worth



Growler USA - Austin UT



San Antonio Beer Festival








Przyleciało ze mną do Polski


niedziela, 10 września 2017

[Relacje] One More Beer Festival 2017

0 komentarze
Piwny festiwal z trzema 4,5-godzinnymi sesjami za 490 zł? W Polsce? Brzmiało ryzykownie. Bo o ile na festiwal, gdzie wejściówka kosztuje 10 zł może pójść każdy tak tutaj obawiałem się o ilość chętnych. Dla mnie patrząc na to co miało być lane cena w żadnym wypadku nie była zaporowa. To było 180 piw, sporo zagranicznych, które jak już się pojawią w jakimś multitapie potrafią kosztować po 40-50 zł. Można też próbować kupować je w deskach degustacyjnych, ale to ciągle kosztowo spory wydatek, a jeszcze dochodzi dobranie takiej deski (nie będzie na kranach np. 4 RIS’ów z Omnipollo w tym samym momencie). Finalnie część nie do kupienia w tapie, więc zostaje np. butelka kosztująca ponad 100 zł. Dziwię się tylko, że zdecydowano się na Kraków, a nie na Warszawę (podejrzewam, że część osób zniechęciło widmo podróży na południe Polski).

Nie wszystkim może też odpowiadać idea krótkich sesji, która powoduje, że na pierwszym miejscu jest tutaj piwo (wiele osób pojawia się na festiwalach w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu żeby spędzić czas ze znajomymi a piwo jest dodatkiem – tutaj piwo gra pierwsze skrzypce). Mi obie formuły pasują i do takiej też nie mam zastrzeżeń.

Inna sprawa, 60 piw na sesję, nawet przy próbkach 50 ml to naprawdę sporo alkoholu (to ekwiwalent ok 10 jasnych pełnych 5% na sesję). W zasadzie niemożliwe (a teraz już wiem, że sporo osób na kranach lało więcej niż miarka, bardziej w okolicach 70-80 ml). Mi z pomocą 2 znajomych i rozlewając próbki na 3 udało się spróbować w sumie 182 piw (i cydrów) na 3 sesjach. Ale wymagało to w zasadzie ciągłego biegania do płuczek i po piwa. Ale takie podejście spowodowało, że spróbowałem wszystkie czego nie piłem, miałem siły na aftera pierwszego dnia (odwiedzone Omerta i Strefa Piwa – btw mam wrażenie, że w Krakowie czas zatrzymał się gdzieś w okolicach 2013 roku – Warszawa piwnie się rozwija, Kraków stoi w miejscu) i ponowne napicie się kilku najlepiej ocenionych piw podczas sesji 3.

Na plus (dla uczestników) była niezbyt wysoka liczba ludzi, dzięki czemu w zasadzie nie było kolejek do jakichkolwiek kranów, żadne piwo nie skończyło się przed spróbowaniem (przynajmniej z mojej perspektywy). Mimo pewnych obaw odnośnie tylko 3 foodtrucków nie było wielkich kolejek po jedzenie.

Dobrym pomysłem było zaproszenie ludzi z browarów zagranicznych – od razu przyjemniej się pije gdy ktoś z browaru opowie nawet ze 3 zdania o nalewanym piwie. Bardzo pozytywne postacie (najbardziej z Duggesa, To Ol i Amagera).

Poziom piw był rzeczywiście wysoki, było kilka słabszych propozycji, ale uśredniając chyba żaden festiwal w Polsce się tak nie prezentuje. Wszystkie oceny z krótkimi opisami znajdziecie na untappd a w tej chwili tylko skrótowo. 

Na plus na pewno RISy z Omnipollo i Dugges (Noa Bourbon BA, Anagram Bourbon BA, Jesus Mud, Speyside Cacao, Magnus Opus, Yummy Rummy, Lorelei) – mimo, że niemal na pewno z sztucznymi dodatkami to jednak efekt finalny jest porywający. Świetny był Oude Kriek z Oud Beersel, genialne wrażenie zrobiły na mnie piwa z Crooked Stave (najbardziej Nightmare on Brett Apple Whiskey i Motif), a także Bourbon BA Oud Bruin z Westbrooka i Sippin Into Darkness w wersji uwarzonej w Hoppin Frogu. 

Z polskich piw jak zawsze na propsie duża ilość torfu (Katastorfa Double Vanilla Beans and Kopi Luwak z Piwnego Podziemia), zachwycił też imperialny porter Bourbon BA z Widawy. Na plus (można powiedzieć, że niespodzianka) to świetne piwa od Trzech Kumpli (ponad 12% Saisonator czy specjalna edycja Pan IPAni) oraz niemal wszystkie od Podgórza.

Inne piwa, które utkwiły mi w pamięci to legendarny już Imperial IPA z The Veil (Fried Fried Chicken Chicken), lekki Orange Velvet IPA z Lerviga, Key Lime Pise Gose z Westbrooka, a także malinowe grodziskie BA z włoskiego browaru Birrificio Italiano.

Rozczarowaniem były legendy polskiego craftu tj. Pinta, AleBrowar, Artezan i szczególnie Pracownia Piwa (po nazwach stylów spodziewałem się wiele, a żaden z 6 piw nie powalił). Pinta ma RISa BA z potencjałem po dłuższym wyleżakowaniu (w tej chwili za mocno alkoholowe). Uśredniając, to jednak zagranica zmiotła polskie propozycje. Inna kwestia, że większość mniej znanych browarów z zagranicy, które pojawiły się na festiwalu jest mniej znana z konkretnego powodu (odstają odrobinę od tych najlepszych).

Czy pojadę na zapowiedzianą już przyszłoroczną edycję? Zdecydowanie tak.