sobota, 28 czerwca 2014

[Relacje] Festiwal Birofilia 2014

Sklepik festiwalowy
W zeszłym roku będąc po raz pierwszy na Festiwalu Birofilia rozpisałem się dosyć dokładnie, więc jeśli ktoś nie czytał zapraszam, w tym wpisie skupię się głównie na nowych rzeczach, różnicach i dam garść wskazówek, które po dwukrotnym odwiedzeniu festiwalu naszły mi już do głowy.

Browar Miejski, Bielsko-Biała
W okolice Żywca (znów Węgierska Górka z uwagi na lekko za późne poszukiwanie noclegu) przyjechałem już w czwartek w godzinach popołudniowych, dzięki czemu miałem czas zwiedzić jeszcze 2 browary restauracyjne, jeden w Bielsku-Białej o nazwie Browar Miejski (swoją drogą najpierw natknąłem się na drugi przybytek właścicieli o nazwie Słodownia, który jest na samym Rynku, posiada kilka z piw w ofercie browaru, ale to jednak nie to, główna siedziba jest jakieś 100 metrów dalej, w głąb jednej z uliczek) i żywiecki browar Krajcar. W Słodowni (gdzie trafiłem przypadkiem) napiłem się American Pale Ale, w głównej siedzibie American IPA, oba piwa smaczne, ale nie wybitne. Było tam jeszcze kilka innych ciekawych piw, m. in. zachwalany przez współtowarzyszy stout. W Krajcarze po dopytaniu się o piwa specjalne otrzymałem informację, że jest piwo Śliwkowe (a tfu!) i Kolońskie, zatem wybrałem oczywiście Kolscha, który okazał się bardzo przeciętnym ejlem, mało mającym wspólnego z tym stylem piwa (już w domu wygooglałem, że najpewniej kelnerka się pomyliła i było to piwo Kolonialne, czyli ponoć IPA, ale bardzo słaba). Drugim spróbowanym piwem było Pszeniczne i tutaj byłem zachwycony, tak jak nie przepadam za weizenami, tak ten był intensywnie bananowy i goździkowy.

Zwiedzanie browaru Żywiec
W piątek, czyli pierwszy dzień festiwalu pojawiłem się chwilę przed 10-tą (głównie z uwagi na chęć zwiedzenia browaru, co rok wcześniej mi się nie udało i zrobienia zakupów w sklepiku festiwalowym). Już w tym momencie krzątało się trochę zwiedzających, trwały już pierwsze zakupy w sklepiku festiwalowym (tak, to wtedy blogerzy wykupowali co ciekawsze piwa z Double Jackiem z Firestone Walker na czele ;)). Jednak dokładnie w tym momencie zaczynała się pierwsza wycieczka po browarze, z czego skorzystałem (a później, po powrocie gdy już nie było Double Jacka plułem sobie w brodę).

Pokaz palenia słodu
Sam browar robi w środku naprawdę przeciętne wrażenie, na dodatek produkcja i tak stała (ponoć dali pracownikom wolne na długi weekend), przewodniczka była zdecydowanie niekompetentna (nie wiedziała nawet czy i że w ogóle Grupa Żywiec warzy witbiera). Ogólnie nawet na tle browaru Lech w Poznaniu wyglądało to słabo. Palarnia słodu na koniec wycieczki może być ewentualnie ciekawym, muzealnym dodatkiem, ale też nie robiło większego wrażenia. Podsumowując, nie ma sensu się pchać na oglądanie browaru.

Aleja Piw Świata
Ten fragment festiwalu był inny w moim wykonaniu niż w zeszłym roku, później już było bardzo podobnie, dużo próbek świetnych piw z Alei Piw Świata (wrażenie zrobił na mnie browar Bristol Beer Factory i oczywiście RIS’y z USA, a także Pracownia Piwa, której Crack Off i ichniejszy RIS były chyba najsmaczniejszymi piwami, których spróbowałem na festiwalu), spotkanie wielu znajomych twarzy, m. in. znanych z blogosfery Piwologa i Małe Piwko, czy też wszystkich właścicieli poznańskiego pubu Setka (którzy swoją drogą mocno się zaangażowali w pomoc przy prowadzeniu festiwalu), a także skosztowanie sporej ilości ciekawych piw piwowarów domowych. W strefie gastronomicznej wypiłem dokładnie jedno piwo, tj. nowe AIPA z Pracowni Piwa (i coś tam w drugi dzień wziąłem na wieczór w butelce), co do giełdy birofiliów, wiedziałem tylko tyle, że była (ten aspekt nie interesuje mnie w żadnym stopniu).

Namiot festiwalowy, tym razem bez browarów rzemieślniczych
Największą zauważalną zmianą był brak stoisk browarów rzemieślniczych w Żywcu. Trochę szkoda, bo w zeszłym roku można było przy okazji degustacji porozmawiać często z piwowarami (np. z Tomkiem Rogaczewskim z Pracowni Piwa, który w zeszłym roku długo stał na kranie i nalewał swoje piwa). W tym roku chyba tylko Wojtek Frączyk z Widawy nalewał swoje piwa na stanowisku w strefie gastronomicznej.
Co do cen, to jak dla mnie były znośne (wiadomo, zawsze może być taniej, ale tutaj nie było przegięcia), wszystkie próbki polskich piw z nalewaka to koszt 2 zł / 100 ml, zagranicznych 4 zł / 100 ml, piwa butelkowe kosztowały najczęściej od 4 do 10 zł za 100 ml. Piwa w strefie gastronomicznej kosztowały 6 i bodajże 8 zł odpowiednio za 0,3 i 0,5 litra. Piwa w sklepiku festiwalowym kosztowały mniej niż w poznańskich i warszawskich sklepach specjalistycznych (ok 14-18 zł za butelki 0,33 l i ok 34-44 zł za butelki 0,65 l w przypadku zagranicznych, głównie amerykańskich piw).

Tak pusto było tylko w piątek wczesnym popołudniem ;)
Ostatnią rzeczą o której chciałem wspomnieć to ilość ludzi, o ile w piątek do godzin wczesno wieczornych było całkiem znośnie (były głównie osoby związane z piwnym światkiem i rzeczywiście takie, które chciały z tego festiwalu czerpać co najlepsze), tak wieczorem i przez większą część soboty widać było już napływ miejscowych i przypadkowych, długo weekendowych turystów. Niby fajnie, jak się krzesi kultura piwna, z drugiej strony powodowało to kolejki do piwa, później już koniec niektórych piw (w sobotę późnym popołudniem potrafiłem krążyć po kilka razy w jedną i drugą stronę szukając czegoś ciekawego, czego mógłbym jeszcze spróbować), brak miejsca do siedzenia, problemy z porozmawianiem z piwowarami domowymi (bo tłum napiera i każdy chce, żeby mu nalać próbkę piwa), itd. Nie było może tak najgorzej, ale zdecydowanie najlepiej wspominam piątek przez większą część dnia.

Podsumowując, było jednak tak samo udanie jak w zeszłym roku i jak dla mnie nie było widać tych cięć kosztów w porównaniu do zeszłych lat (no tylko tych stoisk browarów rzemieślniczych szkoda).

Na zakończenie kilka rad dla tych, którzy nigdy nie byli, a chcieliby się udać za rok:

1. Rezerwuj miejsce noclegowe na długo przed festiwalem (nawet i kilka miesięcy), wtedy są szanse, że znajdziesz miejsce z którego dotrzesz pieszo lub komunikacją miejską dosyć sprawnie.

2. Jeśli chcesz kupować piwa do domu pojaw się w piątek od samego rana, nie ma kolejek i masz pełny wybór, tego co Kraina Piwa sprowadziła.

3. Odpuść sobie zwiedzanie browaru i muzeum, serio - nic ciekawego tam nie ma.

4. W piątek w pierwszej połowie dnia są większe szanse, żeby sobie w spokoju popróbować ciekawych piw, jest gdzie usiąść i atmosfera jest ogólnie przyjemniejsza.

Tankofermentory w browarze Żywiec
Warzelnia w browarze Żywiec
Pokaz palenia słodu
Cisza przed burzą ;)
Jeszcze więcej miejsc do płukania szklanek niż w zeszłym roku
W namiocie i na zewnątrz giełda birofiliów


0 komentarze:

Prześlij komentarz