poniedziałek, 12 maja 2014

BrewDog, Hello My Name Is Vladimir



Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Szkocja

Kolor: [7/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: [10/10]

Cena: 19 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Piwo, które kilka miesięcy temu zrobiło sporo zamieszania (chociaż nie chcę się w szczegóły marketingowe zbytnio zagłębiać - w skrócie BrewDog wypuścił piwo z podobizną Putina na okładce, aby zaprotestować na swój sposób przeciw dyskryminacji sportowców homoseksualnych na Igrzyskach w Soczi). Dzisiaj piwo byłoby chyba jeszcze bardziej na czasie z uwagi, że prezydent naszego wschodniego sąsiada stał się najbardziej znienawidzonym politykiem na świecie (sorry Kim Dzong Un - wypadasz z tej gry ;)).

Wracając jednak do samego piwa (bo względy poza-piwne, jakie by ciekawe one nie były nie do końca mnie interesują), po przelaniu do pokala otrzymujemy jasno-bursztynowe Imperial IPA z mętną, jednak dosyć równomierną zawiesiną. Piana jest niezbyt obfita, na dodatek szybko opada do niewielkiego kożucha. Przy tym jest szara i niezbyt urokliwa. Wysycenie dwutlenkiem węgla poniżej średniej, jednak w tym stylu pasuje całkiem nieźle.

W zapachu mamy dużo nut żywicznych i sosnowych, do tego dochodzą słodkie aromaty owoców tropikalnych i lekko trawiaste. Całość jest dosyć intensywna, przyjemna w odbiorze i chyba jedyny minus za wyczuwalny delikatnie alkohol (po ogrzaniu nawet bardziej niż delikatnie).

Smakowo mamy średniej intensywności goryczkę, która jest całkiem nieźle kontrowana sporą pełnią i słodyczą. Znów pojawia się dosyć wyczuwalna alkoholowość (niby 8,2% i nie powinniśmy na to narzekać, ale piłem RIS'y, które przy kilkunastoprocentowym woltażu lepiej ukrywają tą woń). Do tego pojawia się nuta rozpuszczalnikowa (na szczęście niezbyt intensywna), a także mamy tutaj oczywiście aromaty chmielowe pod postacią sosny, żywicy, tytoniu i trawy.

O czym jeszcze nie wspomniałem to fakt, że do piwa dodano limmonik berries (jeśli mnie google nie oszukał chodzi o cytryniec chiński - roślinę popularną głównie na dalekim wschodnim krańcu Rosji - tutaj się znów udało BrewDogowi z kolejnym nawiązaniem). Jeśli nawet pomyliłem rośliny to nie zmienia to faktu, że nie mam pojęcia jak ta dodana jagoda pachnie i smakuje, na dodatek nie wyczułem czegokolwiek nietypowego co mógłbym podpiąć pod ten owoc (a nie pod chmiele).

Podsumowując, jest to całkiem smaczne i udane piwo, które nie jest jednak pozbawione wad (alkohol, rozpuszczalnik). Wydaje mi się, że piłem już smaczniejsze IIPA z BrewDoga, no ale tutaj i tak podejrzewam, że sporo kupujących w małym stopniu zwracała uwagę na wartość sensoryczną trunku.

Ocena końcowa: 8/10

0 komentarze:

Prześlij komentarz