niedziela, 6 grudnia 2015

Przegląd craftu 5

Kolejna porcja craftowych recenzji. Znów wyłącznie polskie piwa, ale poziom tym razem nie powala. Z całej czwórki tylko jedno piwo było na tyle dobre, że chętnie bym do niego powrócił. Cóż, nie zawsze trafi się w same hity podczas "ślepych strzałów" przy tablicy z piwami w pubie.
Zapraszam do recenzji.

Artezan, Ostatni Projekt



Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 15,5%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [9/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [3/10]
Opakowanie: brak

Cena: 4 zł / 0,125 l [Hopsters]

Uwagi: Ostatni projekt z Artezana czyli ostatnie piwo z serii "Projekt #" i ostatnie piwo uwarzone w starym browarze w Natolinie. Jest to Rye Porter z dodatkiem płatków dębowych (z beczki po bourbonie). Otrzymane piwo jest ciemnobrunatne, z małą i szybko opadającą do kożucha pianą. Wysycenie dwutlenkiem węgla na niskim poziomie, w tym stylu jak najbardziej pasuje.

W zapachu dominują nuty kawowe i gorzkiej czekolady, a do tego dochodzi trochę orzechów i bardzo niewiele karmelu. Całość jest średnio intensywna, ale bardzo przyjemna - ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Chyba ewentualnie do tego, że trochę mało się tutaj dzieje, jest bardzo grzecznie i ciężko doszukać się aromatów, które powinny wnieść płatki dębowe.

W smaku jest bardzo podobnie, jest kawa, jest gorzka czekolada, jest lekka paloność, trochę orzecha i znów brakuje nut wanilii lub whisky, których spodziewałbym się po dębowych płatkach z beczki po bourbonie. Piwo jest półwytrawne, lekko kwaskowate, z niedużą goryczką, ale świetnie zbalansowane i pijalne.

Podsumowując, udane piwo, ale żyto i płatki dębowe niewiele wnoszą. Trochę wszystko jest za grzeczne, ale z drugiej strony chciałbym, żeby tak smakowało każde "grzeczne piwo" :)

Ocena końcowa: 8-/10


Spirifer, The Box



Alkohol: 6,9%
Ekstrakt: 16%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [6/10]
Zapach: [5/10]
Smak: [6/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: brak

Cena: 4 zł / 0,125 l [Hopsters]

Uwagi: West Coast IPA, czyli spodziewam się jasnego, wytrawnego i mocno chmielowego ejla. Kolor rzeczywiście jest złoty, jaśniejszy niż w typowym IPA, do tego piwo jest opalizujące. Piana średnia, ale całkiem trwała, nie oblepia jednak ścianek szklanki. Wysycenie dwutlenkiem węgla delikatnie poniżej średniej, do IPA mającego prawie 7% alkoholu pasuje.

W zapachu mamy nutę słodową, lekką mokrą szmatkę i coś bliżej nieokreślonego, niezbyt przyjemnego, co mogłoby świadczyć o lekkim zepsuciu. Zdecydowanie brakuje mi tutaj aromatu chmielowego, coś tam niby kołacze w oddali, ale to miała być IPA. Słabo w tym aspekcie.

Smakowo wcale nie jest dużo lepiej, piwo ma pomimo podanych parametrów pół pełny charakter (brakuje mi trochę większej wytrawności). Goryczka jest średnia w kierunku niskiej. Tutaj na szczęście pojawia się już trochę nut chmielowych, głównie białych owoców  i sosnowych. Jednak jakoś całość nie współgra ze sobą i piwo jest po prostu mało przyjemne.

Podsumowując, zdecydowanie nieudane West Coast IPA, powiem więcej - po prostu niezbyt udane piwo.

Ocena końcowa: 6-/10


Pinta, Maibock Grand Prix



Alkohol: 6%
Ekstrakt: 15,5%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [6/10]
Smak: [5/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: brak

Cena: 4 zł / 0,125 l [Hopsters]

Uwagi: Zwycięzca 3 edycji Warszawskiego Konkursu Piw Domowych, a raczej receptura zwycięskiego piwa przystosowana do uwarzenia przy pomocy chłopaków z Pinty w Browarze na Jurze. Fanem koźlaków nie jestem (o ile nie jest to koźlak wędzony), dlatego zbytnio się nie napalałem na piwo i nawet podczas jesiennej edycji WFP nie chciało mi się go spróbować. W końcu jednak trafiłem w pubie na taką listę piw na kranie, że w końcu się zdecydowałem.

Otrzymane piwo jest złote, klarowne. Piana średnio obfita, średnio trwała i ładnie oblepiająca ścianki. Za to plus (jak się człowiek głównie obraca wśród piw górnej fermentacji to później porządna piana z lagera robi wrażenie ;)). Wysycenie dwutlenkiem węgla na niskim (trochę za niskim jak dla mnie) poziomie intensywności.

W zapachu dominują nuty słodowo-zbożowe, gdzieś tam w oddali lekko chmielowy (głównie kwiatowy) aromat kołacze. I to w zasadzie tyle. Jest mało intensywnie, na plus chyba wyłącznie to, że nie ma tutaj większych wad sensorycznych.

Smakowo piwo jest słodkie i przez to mdłe (goryczka na niskim poziomie, niemal jak w koncernowych lagerach). Znów dominuje słodowość i niezbyt przyjemna nuta zbożowa. Chmiel w bardzo małej ilości, głównie kwiatowej, do tego dochodzi metaliczność, niewielka, ale wyczuwalna. Ale największym problemem piwa znów jest to, że nic się tutaj nie dzieje.

Podsumowując, często obrywa się koncernowym lagerom, że są mdłe i nic się w nich nie dzieje. Maibock to taki styl, w którym nawet świetne trzymanie się wytycznych stylu oraz brak jakichkolwiek wad sensorycznych (a tutaj nawet tego zabrakło) nie potrafi przełamać krążących ciągle myśli "nuuuuda".

Ocena końcowa: 5,5/10


Piwne Podziemie, Summer Freakout



Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: 12,9%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [6/10]
Piana: [6/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [5/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: brak

Cena: 4 zł / 0,125 l [Hopsters]

Uwagi: American Wheat z browaru Piwne Podziemie. Otrzymane piwo jest słomkowe, dosyć mętne. Piana średnio obfita, ale trwała, gęsta i lekko oblepiająca ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla na niskim poziomie. Dla tego stylu mogłoby być wyższe (może nie od razu na poziomie weizena lub witbiera, ale i tak nadałoby piwu rześkości).

W zapachu dominują przyjemne i intensywne aromaty chmielowe, cytrusowe (z dominacją pomarańczy) i lekko perfumowe. Całość jest bardzo przyjemna i pachnie dokładnie tak jak powinny pachnieć piwa w tym stylu.

O ile do zapachu nie można się przyczepić, tak smakowo jest zgoła inaczej. Tutaj mimo, że mamy aromaty chmielowe (cytrusy, pomarańcze, nawet bardziej ciastko pomarańczowe, winogrono), to są one przykrywane przez bardzo nieprzyjemny, mocny aromat liści czarnej porzeczki, którego innym deskryptorem jest koci mocz (kota nigdy nie miałem, więc ja czuję liście czarnej porzeczki, ale nawet wtedy jest to bardzo nieprzyjemna nuta). Piwo jest przez to po prostu męczące, a szkoda, bo zapach zapowiadał o wiele więcej.

Podsumowując, o ile browar nie wyeliminuje tego aromatu nie ma sensu sięgać po piwo. Ale jest potencjał, więc mam nadzieję, że wada zostanie wyeliminowana.

Ocena końcowa: 6/10

0 komentarze:

Prześlij komentarz