niedziela, 16 listopada 2014

Dark Horse, Too Cream Stout


Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Stany Zjednoczone

Kolor: [10/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [10/10]
Smak: [9/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: [4/10]

Cena: 16 zł / 0,355 l [Festiwal Birofilia 2014 w Żywcu]

Uwagi: Amerykański milk stout, którego parametry powodują, że wygląda raczej jak FES z dodatkiem laktozy, a może nawet lekki RIS. Po przelaniu do pokala otrzymujemy czarny, nieprzejrzysty trunek. Piana w kolorze brązowym jest mała i szybko opada do niewielkiej obręczy. Wysycenie dwutlenkiem węgla trochę poniżej średniej, ale tutaj pasuje bardzo dobrze.

W zapachu mamy intensywny aromat czekolady i orzechów (w stylu Princessy orzechowej). Pojawia się również lekka paloność. Aromat jest bardzo przyjemny i przypomina mi trochę ten, który tak bardzo spodobał mi się w Rogue, Chocolate Stout. Nie ma tutaj kawy, nie ma estrów czy też szlachetnego utlenienia, ale i tak mógłbym te piwo wąchać bez końca.

W smaku piwo jest dosyć wytrawne, lekko kwaskowate, z niewielką goryczką. Mamy tutaj sporo palonych nut, dużo czekolady i orzechów (znów w stylu Princessy orzechowej). Pojawia się również delikatna nuta kawowa i po ogrzaniu lekko alkohol. Piwo jest świetne, bardzo pijalne i brakuje mi niewiele do ideału (może odrobinę większej goryczki i chociaż trochę nut mleczno-śmietankowych).

Podsumowując, zaczynam być fanem czekoladowo-orzechowych stoutów. Jest to kolejne amerykańskie piwo z taką charakterystyką, które okazuje się wybitne i z chęcią napiłbym się go np. z pompy. Zdecydowanie polecam.

Ocena końcowa: 9-/10

0 komentarze:

Prześlij komentarz