środa, 19 listopada 2014

[Relacje] Poznańskie Targi Piwne 2014

Widok na PTP z góry
Na polskim rynku piwnych festiwali jest coraz ciekawiej. Od lat mamy Festiwal Birofilia w Żywcu (który w ostatnim roku trochę się zmniejszył), mamy Wrocławski Festiwal Piwa, który jest największym piwnym eventem w Polsce, mamy sporo mniejszych festiwali na otwartym powietrzu (mogę wspomnieć o odwiedzanych przeze mnie festiwalach w Annopolu i Szreniawie, a także Brackiej Jesienie w Cieszynie, czy też Chmielakach Krasnostawskich). Poza takimi otwartymi eventami, które czasami mają charakter biesiadny pojawiają się również piwne festiwale, które nie są organizowane pod chmurką. W Warszawie ostatnio odbyła się pierwsza edycja Warszawskiego Festiwalu Piwa, we Wrocławiu niszowy Beer Geek Madness, a w Poznaniu odbyła się druga edycja Poznańskich Targów Piwnych, które to targi pokrótce podsumuje.

Browar Gościszewo
Mimo, że jest to druga edycja tego eventu, to tak naprawdę można ją uznać za trzecią, ponieważ początkiem był Poznański Festiwal Piwa na jesieni 2012 roku, zorganizowany przez Setkę w którym zasadniczo poza tym pubem nie wystawił się z tego co pamiętam nikt więcej. Jednak podejrzewam, że była to impreza, która spowodowała, że chłopaki z Setki postanowili w zeszłym roku zorganizować event, na o wiele większą skalę. Event, na który miałem najbliżej, a jednak z uwagi na kurs sędziowski PSPD nie pojawiłem się na nim. W tym roku pomimo przeprowadzki do Warszawy postanowiłem, że nie ma szans, żebym opuścił tą imprezę.

SzałPiw
Na PTP byłem zasadniczo przez cały piątek i w sobotę do godziny 16, później niestety musiałem wracać do Warszawy. Zacznijmy od tego na co ostatnio narzekał w przypadku warszawskiego święta piwa, czyli hali, na której była umiejscowiona impreza. Tutaj dostaliśmy świetnie przystosowaną halę mieszczącą się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich - nie mogło być lepiej. Hala była duża, było sporo miejsc siedzących (zasadniczo dopiero w sobotę jak się zbierałem do wyjścia zaczęły się pojawiać problemy z brakiem miejsc siedzących), wszystko było dobrze schłodzone/ogrzane, powietrze cyrkulowało poprawnie i było czym oddychać. W tych aspektach należą się tylko brawa organizatorom.

Pracownia Piwa
Cena wejściówki na poziomie 5 zł za jeden dzień to dla mnie żadna cena, ale szkoda, że w przypadku chęci wyjścia trzeba było zakupić po raz kolejny bilet (mnie taka sytuacja nie spotkała, ale wyobrażam sobie, że ktoś mógł na chwilę chcieć opuścić teren targów). Co do gadżetów przygotowanych na PTP było to co zwykle, tj. jakieś koszulki, torby na piwo, itp. Takie gadżety mnie nie interesują, dlatego zadowoliłem się szkłem, a konkretniej brandowanym nazwą festiwalu IPA Glassem z Spiegelau (w cenie 25 zł, były jeszcze Teku za 12 zł, ale takowych mam już 3 w domu, więcej mi nie potrzeba).

Pinta
Jeśli chodzi o listę wystawców to zasadniczo były chyba wszystkie browary rzemieślnicze i kontraktowe z kraju (jeśli nie same, to pod postacią jakiegoś pubu, który wystawił swoje stoisko), było trochę browarów średniej wielkości, znalazło się nawet miejsce dla koncernów. Pojawiło się też trochę piw zagranicznych (z Czech, Niemiec, czy koncernówek z UK i Irlandii). Piw było multum, sporo premier, nie dałem rady spróbować wszystkiego co planowałem (pomimo, że sprzedawano wielkości 100 ml, 300 ml i 500 ml, przy czym kupowałem niemal zawsze te najmniejsze). Trochę szkoda, że cena mniejszych próbek była w przeliczeniu na 1 litr zdecydowanie wyższa niż np. 0,5 litrowych porcji. Na plus na pewno należy zaliczyć płuczki do szkła, które naprawdę fajnie się sprawdzały (każda płuczka składała się z 2 części, jedna przypominała zraszacz znany z pubów, druga zestaw szczotek z płynem, które czyściły wszelki brud, tłuszcz, itd.).

Piwolog prowadzi wykład "Po co komu piwne style?"
Sama impreza przebiegała w bardzo podobnym zakresie jak niedawny festiwal w Warszawie, czyli poza piwem odbywały wykłady różnej maści (bardzo podobne jak na innych festiwalach, o piwie, rozmowy z piwowarami z browarów, z piwowarami domowymi, itd.) - na plus fakt, że scena była w tym samym pomieszczeniu i nie trzeba było wybierać, albo degustacje, albo wykłady. Na terenie festiwalu odbywała się również giełda birofiliów, nie robiła takiego wrażenia jak ta w Żywcu, ale też nie byłem nią zbytnio zainteresowany, więc ciężko mi coś konstruktywnego o niej napisać.

AleBrowar
Co do samego klimatu, to było jak najbardziej ok i dokładnie o to mi chodziło. Sporo ludzi z branży, sporo blogerów, których można spotkać na każdej tego typu imprezie. Było z kim porozmawiać, z kim napić się piwa.

Podsumowując, PTP nie jest to może najstarszy, największy, czy najbardziej hype'owany festiwal piwny w Polsce, ale widzę w nim potencjał. Poznań leży dosyć blisko centrum Polski (może nie aż tak jak Łódź) i naprawdę może z roku na rok rosnąć w siłę i stać się największym halowym eventem tego typu nawet w całej Europie. Z niecierpliwością czekam na przyszłoroczne Poznańskie Targi Piwne.





0 komentarze:

Prześlij komentarz