niedziela, 17 kwietnia 2016

[Relacje] Warszawski Festiwal Piwa Wiosna 2016

W zeszły weekend, a zasadniczo od czwartku do soboty odbyła się kolejna edycja Warszawskiego Festiwalu Piwa. Tym razem udało mi się być każdego dnia i to od niemal samego otwarcia dla piwoszy festiwalu każdego dnia. Tym razem skupiłem się głównie na spróbowaniu jak największej ilości piw (udało się z ponad 50 piwami – przydaje się jednak mieć kogoś z kim można podzielić się piwem po pół, bo jednak ciągle sporo browarów oferowało wyłącznie pojemności 0,3 i 0,5 – pojemność 100 ml to był rzadki widok, przypomina mi się Pinta i Szałpiw, które były chlubnym wyjątkiem, może jeszcze jakiś, ale była to zdecydowanie rzadkość), a co za tym idzie w okolicach godziny 21:00 miałem już dość i opuszczałem festiwal. Dlatego moja opinia w oparciu o to co się działo każdego dnia do mniej więcej tej godziny.

Na pewno warto było pojawić się w czwartek i piątek od samego otwarcia, bo ludzi było mało, nie było kolejek, było gdzie usiąść – i ogólnie klimat był taki, że można było porozmawiać. Trochę tylko szkoda, że najciekawsze polskie premiery były często podpinane do nalewaków w wieczornych godzinach (co tworzyło legendarne już kolejki u Artezana).

Festiwal wiosenny znów się udał jeśli chodzi o pogodę (chociaż wiadomo, że nie był to poziom większości czerwcowych Birofiliów), dlatego sporo osób rozsiadło się na trybunach. Przed wejściem znów było ustawione sporo food trucków, które w większości trzymały świetny poziom (jak zawsze idealne kanapki z Chyżego Woła, ale trafiłem również na świetnego pulled porka i burrito z 2 innych trucków). Jak zawsze można było też liczyć na smaczne curry z Chmielarni.

Na festiwalu było sporo piw zagranicznych, ale skupiłem się głównie na rodzimych, głównie z uwagi na to, że zagraniczne najczęściej później jest dosyć łatwo spróbować czy to we wspomnianej już Chmielarni, czy też innych dobrych pubach pokroju Jabeerwocky, KiK, itd. Udało mi się spróbować większości piw, które chciałem, umknęło mi gdzieś F jak Funk BA z Artezana oraz Kiss the Beast BA, a także Mojito Gose z Setki (pierwsza beczka z czwartku umknęła mi, do drugiej popędziłem w piątek z samego rana i jako pierwszy chętny na nią okazało się, że coś poszło nie tak bo kolor nie przypominał tego, jaki być powinien – beczka została odpięta). Recenzje tego co piłem w najbliższym czasie. Jeśli chodzi o butelki to też jakoś zbytnio tym razem nie szalałem, kupiłem kilka RIS’ów z Widawy, portera bałtyckiego z Pinty, Muerto Rum BA z Kingpina i 3 ukraińskie piwa z mocnym podtekstem politycznym.

Tak wyglądało to w czwartek niewiele po otwarciu.
Kto trafił w piątek wieczorem mógł pomarzyć o takim widoku :)
Szkło festiwalowe w 3 postaciach, przy czym jedna wyłącznie do kupienia z jakimś pakietem extra (koszulka, torba, itp. – nie trafiają do mnie takie gadżety, więc zawsze zadowalam się zwykłym karnetem). Z pozostałych 2 shaker i Craft Master One (czyli to co na ostatniej edycji). Drugiego czy też trzeciego dnia zapomniałem szkła i nie dało już rady kupić festiwalowego, ale trafiłem na bardzo przyjemny pokal z Redena, który sprawdzał się lepiej od każdego z tych 2 oficjalnych.

Jak wspomniałem wcześniej, warto było pojawić się dosyć wcześnie. Głównie dlatego, że wieczorem ludzi zjawiało się tyle, że po prostu zaczynało to męczyć. Kolejki do każdego z browarów, problemy z poruszaniem się po terenie. W piątek wieczór było dosłownie apogeum. Gdy opuszczałem festiwal była jedna kolejka po bilety, kolejna, żeby przejść przez bramkę. Ja wiem, że to cieszy organizatorów i browary (AleBrowar chwalił się, że sprzedali wszystko co ze sobą przywieźli), ale od któregoś momentu może to po prostu zniechęcać.

Ale nawet pomimo tych aspektów ciągle jest to festiwal, który uważam za wzór. Nie było tutaj browarów i piw z przypadku (które zdarzają się na innych festiwalach). Była cała śmietanka piwnego światka z Polski, a dodatkowo założyciele Stone Brewing i Moor Beer. Nie miałem zbytniego ciśnienia na słuchanie co mają do powiedzenia, podobnie jak na wykłady, które odbywały się w jednym z końców sali na drugim piętrze. Dlatego o tych aspektach festiwalu nie wypowiem się.


Podsumowując, tym razem w 90% skupiłem się na piwie, byłem z rodziną (w tym z chyba najmłodszym uczestnikiem festiwalu, niespełna 2-miesięczną córeczką ;)) i tylko niedużą część czasu spędziłem rozmawiając z znajomymi z piwnego świata. Ale nawet pomimo tego zdecydowanie czekam na kolejną, jesienną edycję.

0 komentarze:

Prześlij komentarz