niedziela, 26 lipca 2015

Birbant, 10 Hops


Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: 13,1%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [9/10]
Nasycenie: [6/10]
Opakowanie: [8/10]

Cena: 7,99 zł / 0,5 l [Raj Piwosza]

Uwagi: Piwa z wieloma odmianami chmielu w składzie (wieloma, tj. powiedzmy 7+) były do tej pory domeną amerykańskich i zachodnioeuropejskich eksperymentów w małych warkach (najpopularniejsze w Polsce są chyba wydania Mikkellera mające po kilkanaście, a czasami i kilkadziesiąt odmian chmielu dodanych do piwa) i były przeciwwagą dla single hopów. Birbant również idzie tą drogą i pokazuje nam piwo w którym umieszczono 10 odmian amerykańskich chmielu. Z jednej strony przy takiej różnorodności ciężko już dopatrzyć się charakterystycznych cech każdej odmiany, z drugiej łatwo ukryć nieprzyjemne elementy, które łatwo potrafią wyjść np. w single hopach.

Wracając do samej recenzji, po przelaniu do pokala otrzymujemy złoty, opalizujący trunek. Piana jest średnio obfita, trwała, lekko oblepiająca ścianki, z drobnymi i średnimi pęcherzykami. Wysycenie dwutlenkiem węgla na średnim poziomie intensywności.

W zapachu od razu wiadomo, że mamy do czynienia z IPA w amerykańskim wydaniu, jest sporo chmielu. Pojawiają się aromaty sosnowe, żywiczne, korzenne, białych owoców, ziemiste, herbaciane i cebulowe. Ten ostatni aromat na szczęście jest niezbyt intensywny (zapewne Sorachi Ace nie było za dużo dodanego). Całość jest całkiem przyjemna, ale brakuje mi tutaj trochę nut owoców tropikalnych i cytrusów, a także przydałoby się więcej intensywności (nie jest to najlepiej pachnące polskie IPA jakie piłem).

W smaku mamy średnio wytrawny charakter, z średniej wielkości goryczką, która nieźle przełamuje słodowo-biszkoptową podstawę. Goryczka jest krótka i bardzo przyjemna. Mamy znów sporo aromatów chmielowych, sosnowych, iglastych, korzennych, ziemistych. Pojawiają się białe owoce i lekko herbaciany charakter. Całość jest bardzo pijalna i dosłownie piwo znika w oka mgnieniu. Czy zasługą tego jest aż 10 odmian chmielu? Nie jestem do końca przekonany (podobny efekt dałaby pewnie połowa odmian tej przyprawy).

Podsumowując, piwo jest genialnie pijalne, chociaż trochę brakuje tutaj intensywności chmielowej i cytrusów oraz owoców tropikalnych. Nie zmienia to faktu, że piwo zdecydowanie warte spróbowania.

Ocena końcowa: 8,5/10

5 komentarze:

  1. O ile ogólnie z opinią się zgadzam i uważam 10Hops za fajne piwo na upał - nic do degustacji, ot tak, by wypić, ale jestem zmuszona zwrócić uwagę że jest to APA nie (A)IPA. Według klasyfikacji BJCP zarówno brytyjska jak i amerykańska odmiana india pale ale zaczyna się od 40 IBU, 10 Hops ma 30IBU mieszcząc się tym w dolnej granicy swojego stylu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście powyższymi komentarzami nie miałam zamiaru Cię urazić, wytykać Ci błędów lub podważać Twoją wiedzę - jedynie chciałam nadmienić że wkradł Ci się mały skrzacik w tekst :-)

      Usuń
  2. Już nie wspominając o takich "pierdołach" jak ekstrakt początkowy (IPA zaczyna się od 13,8 - tu mamy do czynienia z 13,1 co akurat wiele nie zmienia ;-P)

    OdpowiedzUsuń
  3. BJCP wskazuje też, że AIPA kończy się na 70 IBU, czyli połowa polskich (jak i amerykańskich) piw w tym stylu nie mieści się w ramach ;) 30 IBU zostało zapewne obliczone w kalkulatorze przy tworzeniu receptury, śmiem twierdzić, że finalnie jednak jest wyższe i gdyby je zbadać laboratoryjnie wyszłoby tego więcej. Piwu bliżej do IPA, aniżeli APA - i w tym wypadku nieźle sprawdza się ta nielubiana przez niektórych konstrukcja o nazwie "Session IPA". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi smakowało, ale liczyłem na więcej...

    Moja recka: http://piwnyskryba.blogspot.com/2015/11/10-hops-browar-birbant-6910.html

    OdpowiedzUsuń