Lista ocenionych piw

sobota, 19 kwietnia 2014

To Ol, Black Malts & Body Salts Black Coffee IIPA

0 komentarze

Alkohol: 9,9%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Dania

Kolor: [9/10]
Piana: [9/10]
Zapach: [9/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [6/10]
Opakowanie: [9/10]

Cena: 20 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Black IPA to jeden z najciekawszych stylów piwnych. A co się stanie jeśli dodamy do tego podwójną moc i zrobimy Imperial Black IPA? A co jeśli dorzucimy do tego jeszcze kawy i zrobimy Imperial Black Coffee IPA? Tą drogą poszedł jeden z najbardziej znanych (obok Mikkellera i Evil Twin) duńskich browarów nowofalowych To Øl i stworzył niemal 10% monstrum (swoją drogą rodzimy rynek rozwija się bardzo dynamicznie, ale ciągle w piwach z ekstraktem początkowym do ok 16 stopni Plato - powyżej tej wartości mało jest na ten moment eksperymentów na równi z duńskimi, norweskimi czy włoskimi - mam nadzieję, że zacznie się to niedługo zmieniać).

Wracając jednak do samej recenzji, po przelaniu do pokala otrzymujemy ciemno-brunatny, niemalże czarny trunek. Piana koloru cappuccino jest obfita, gęsta, kremowa, długo się utrzymuje (w sumie to do samego końca) i mocno oblepia ścianki, a przy tym wygląda pięknie. Wysycenie dwutlenkiem węgla na całkiem wysokim (jak na moc i styl) poziomie intensywności, który jednak nie przeszkadza, a mi nawet całkiem nieźle tutaj pasuje (dodaje lekkiej rześkości).

W zapachu dominują nuty amerykańskiego chmielu z sosną, żywicą i tytoniem na czele. Pojawiają się również aromaty trawiaste i ziemiste (te ostatnie przywodzą na myśl piwa żytnie). Pojawia się również lekka nuta kawowa, ale co ciekawe brak tutaj typowych dla ciemnych słodów czekolady i paloności (czyli dokładnie tak jak w Black IPA być powinno). Piwo pachnie świetnie, na plus również brak jakiejkolwiek woni alkoholowej.

W smaku piwo jest zdecydowanie pełne, gęste, nawet lekko oleiste, ale z drugiej strony kontrowane to jest sporą goryczką, która powoduje, że balans zostaje zachowany. Mamy tutaj aromaty tytoniowe, ziemiste i sosnowe, brakuje trochę cytrusów lub owoców tropikalnych, które mogłyby przełamać ten smak i nadać lekkości. Gdybym miał opisać ten aromat jednym zdaniem to nazwałbym go Black IPA z wrzuconym do pokala cygarem. Jednak największym chyba minusem piwa jest dosyć mocno grzejący alkohol (niby nie ma tutaj nut bimbrowych, ale nie jest to do końca przyjemna nuta).

Podsumowując, jest to na pewno ciekawy i bardzo smaczny eksperyment, któremu jednak do genialności trochę brakuje. Nie zmienia to faktu, że warto spróbować tego piwa, ponieważ takich miksów na rynku zbyt wiele nie uświadczymy.

Ocena końcowa: 8/10

piątek, 18 kwietnia 2014

Pracownia Piwa, 6 Joseph's Street

0 komentarze

Alkohol: 6%
Ekstrakt: 15%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [9/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [9/10]
Smak: [9/10]
Nasycenie: [3/10]
Opakowanie: [8/10]

Cena: 8,60 zł / 0,5 l [Piwa Świata]

Uwagi: Pracownia Piwa mimo, że nie jest na rynku zbyt długo to już się poznała z bardzo dobrej strony jeśli idzie o stouty i dlatego na każde piwo w owych stylach czekam z niecierpliwością. Foreign Extra Stout z dodatkiem w zasypie żyta brzmi jak najbardziej ciekawie (co więcej było mi już je dane pić kilkukrotnie w różnych knajpach i wiem, czego mogę się spodziewać po butelce). Sama nazwa wzięła się z adresu krakowskiego pubu Strefa Piwa, dla którego początkowo piwo powstało.

Po przelaniu do pokala otrzymujemy ciemno-brunatny, niemalże czarny trunek (i tutaj mały minusik ponieważ stout o ekstrakcie 15 stopni Plato powinien być czarny jak smoła - przynajmniej w mojej opinii). Piana koloru cappuccino mimo, że mała to całkiem ładnie oblepia ścianki, opada dosyć powoli do dosyć grubego kożucha i prezentuje się całkiem nieźle (na pewno zgodnie ze stylem). Wysycenie dwutlenkiem węgla na zdecydowanie niskim poziomie intensywności, jednak tutaj również wszystko jak najbardziej gra (aczkolwiek ze swojej strony dopowiem, że pite z pompy w tym aspekcie jest jeszcze lepsze).

W zapachu mamy intensywny aromat porządnej gorzkiej czekolady, sporo kawy i paloności, a do tego delikatną nutę orzechową. Całość pachnie nad wyraz intensywnie jak na stout (jednak stouty bez dodatku chmielu amerykańskiego najczęściej nie powalają aromatem, tutaj jest inaczej). Na plus również czysty profil aromatyczny piwa (nie ma tutaj żadnych estrów, rozpuszczalnika, wyższych alkoholi, itd.) - o ile w większości ejlów jest to problem tak w lżejszych niż RIS stoutach jest u mnie zawsze plusem (wolę się skupić na niuansach, które dają palone słody i zboża).

W smaku piwo jest dosyć wytrawne (a 6% alkoholu z takiego ekstraktu mogłoby wskazywać na sporą pełnię), bardzo aksamitne, z niedużą, ale wyczuwalną goryczką. Mamy tutaj sporo gorzkiej czekolady, kawy i paloności, trochę orzechów i delikatną nutę kwaskową (od palonych słodów). 6 Joseph's Street jest ekstremalnie pijalnym piwem i tej pijalności, oraz sesyjności mogłoby mu pozazdrościć niemal każde piwo w stylu stout uwarzone na polskim rynku, a mające 11-12 stopni Plato.

Podsumowując, jest to genialny, sesyjny stout i chyba aktualnie najlepsze piwo jakie mi było dane pić w tym roku (nawet biorąc pod uwagę piwa z USA, Włoch czy Anglii). Zdecydowanie polecam.

Ocena końcowa: 9/10

środa, 16 kwietnia 2014

Pracownia Piwa, Smoked Cracow

0 komentarze

Alkohol: 2,4%
Ekstrakt: 7,7%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [6/10]
Piana: [3/10]
Zapach: [6/10]
Smak: [6/10]
Nasycenie: [8/10]
Opakowanie: [8/10]

Cena: 7,50 zł / 0,5 l [Piwa Świata]

Uwagi: Nie jestem wielkim fanem grodziskiego, ale nie jestem też jego wielkim przeciwnikiem. Po prostu uważam, że jest wiele ciekawszych stylów "wędzonych", a same historyczne pochodzenie stylu nie ma dla mnie z sensorycznego punktu widzenia żadnego znaczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że każde nowe grodziskie witam z uśmiechem (aczkolwiek ciągle czekam na jakieś bardziej jego zakręcone interpretacje w wykonaniu browarów nowofalowych).

Wracając do samej recenzji, po przelaniu do szklanki otrzymujemy słomkowy, mętny trunek (powinien być trochę klarowniejszy i jeszcze jaśniejszy). Piana jest mizerna, szybko opada do niewielkiej obręczy i w tym aspekcie jest zdecydowanie poniżej średniej (grodziskie powinno mieć bujną, trwałą pianę). Wysycenie dwutlenkiem węgla zdecydowanie wysokie (ale nie jest to jeszcze poziom ekstremalny, podejrzewam, że dałoby się je jeszcze pić z butelki ;)).

W zapachu czuć lekko nuty wędzone i jeszcze słabiej słodowe i zbożowe, a chyba największym problemem piwa jest po prostu ta bardzo niska intensywność aromatów. Smakowo piwo jest zdecydowanie wodniste, ale z całkiem niezłą (jak na styl) goryczką i całkiem poprawną wędzonką. Jednak przez ten brak ciała Smoked Cracow smakuje jak woda gazowa, w której przez noc poleżała wędzona kiełbasa - niektórym może to się podobać, ja preferuję trochę bardziej treściwe wędzonki. Innym problemem piwa jest jego pijalność, która nie jest oszałamiająca. Niespełna 8 stopni Plato i niespełna 2,5% alkoholu powinny powodować, że piwo wypija się jednym duszkiem i chce się zaraz kolejne - tutaj tak nie było.

Podsumowując, nie jest to złe piwo, dosyć nieźle trzyma się ram stylu (poza pianą), ale ciągle nie trafiłem na takie grodziskie, które powaliłoby mnie na kolana (albo chociaż urzekło w jakimkolwiek stopniu) - a jeśli ktoś twierdzi, że z 8-ki nie da rady nic wyciągnąć niech spróbuje angielskich lekkich mildów, bitterów czy stoutów.

Ocena końcowa: 6,5/10

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nogne O, Imperial Stout

0 komentarze

Alkohol: 9%
Ekstrakt: 22%

Kraj pochodzenia: Norwegia

Kolor: [10/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [9/10]
Smak: [9/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: 19,99 zł / 0,5 l [Piwa Świata]

Uwagi: Chyba najbardziej legendarne piwo z norweskiego (równie legendarnego) browaru Nogne O. Russian Imperial Stout, który parametrami przypomina nasze rodzime portery bałtyckie, czyli nie jest to waga ciężka, ale nie jest to też cienkusz pokroju 17-18 stopni Plato jak niektóre piwa w tym stylu.

Po przelaniu do pokala otrzymujemy czarny jak smoła (nawet pod ostrym światłem) trunek, który od razu wskazuje, że mamy do czynienia z RIS'em. Piana jest brązowa, średniej wielkości, opada w średnim tempie i lekko oblepia ścianki, a przy tym jest drobna i całkiem ładna. Wysycenie dwutlenkiem węgla poniżej średniej, ale jak na styl nie jest tak źle.

W zapachu dominują nuty drogiej, belgijskiej, gorzkiej czekolady (bardzo intensywne nuty). Do tego dochodzą aromaty kawowe i lekko palone (no może w kierunku średnim). Nie ma tutaj zbyt dużo estrów, czy nut utlenienia (piwo było dosyć świeże). Jednak ten czysty profil jak najbardziej mi pasuje. Na plus również na pewno zero jakichkolwiek nut alkoholowy - w tym przypadku należą się wielkie brawa.

W smaku mamy sporą pełnię, wręcz oleistość, która powoduje, że już po pierwszym łyku cała jama ustna jest oklejona. Jednak słodycz nie jest zbyt duża i jest kontrowana przez całkiem niezłą goryczkę. Alkohol pojawia się, ale w bardzo delikatnej, niezbyt intensywnej i przyjemnej formie. Główną nutą, która tutaj rządzi to gorzka czekolada, w mniejszym stopniu kawa, paloność i orzechowość. Pojawiają się też bardzo minimalne nuty utlenienia (suszona śliwka, rodzynki). Piwo jest całkiem nieźle pijalne i mimo swojej mocy dosyć szybko znika z pokala.

Podsumowując, jest to bardzo udany RIS, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Jest tylko jedno ale - brakuje mi tutaj efektu "wow", który powoduje, że piwo bardzo dobre zmienia się w arcydzieło. Po prostu piłem smaczniejsze imperialne stouty. Nie zmienia to jednak faktu, że piwo jak najbardziej warte każdej wydanej na nie złotówki.

Ocena końcowa: 8,5/10

sobota, 12 kwietnia 2014

Belhaven, Twisted Thistle IPA

0 komentarze

Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Szkocja

Kolor: [7/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [5/10]
Smak: [5/10]
Nasycenie: [7/10]
Opakowanie: [9/10]

Cena: 7 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Belhaven to jedna z tych tradycyjnych marek (które istniały przed nadejściem piwnej rewolucji), która do tej pory nigdy mnie nie zawiodła i każde piwo pite przeze mnie pod tym szyldem było co najmniej bardzo dobre. Od razu przyjąłem, że nie mam tutaj do czynienia z India Pale Ale w wydaniu amerykańskim, ale bardzo klasycznego, wyspiarskiego przedstawiciela stylu. Jednak nawet pomimo tego bardzo się rozczarowałem, jednak nie uprzedzając faktów...

Po przelaniu do pokala otrzymujemy złoty (jak typowy pełny lager) trunek, który jest tylko lekko opalizujący (drobna zawiesina). Piana jest bardzo przeciętna i szybko opada do niewielkiego kożuchu. Wysycenie dwutlenkiem węgla jest raczej lagerowe, a nie ejlowe. Jest trochę nieprzyjemne, zbyt wysokie, przez co piecze w język.

W zapachu mamy odrobinę nut chmielowych, głównie żywicznych i landrynkowych. Jednak ich intensywność jest dosłownie minimalna. Do tego dochodzą aromaty słodowe, lekko słodkie, pojawia się także wyczuwalna nuta utlenienia, która przybiera nutę miodową (typowe dla jasnych utlenionych piw).

W smaku utlenienie jest jeszcze bardziej wyczuwalne i poza miodem jest tutaj również mokry karton. Goryczka jest wręcz na minimalnym poziomie i bardziej przypomina tą z bitterów czy mildów, a nie IPA (nawet w wydaniu angielskim). Aromat chmielowy jest ledwie wyczuwalny, lekko tytoniowy i ziemisty, wyczuwalna jest typowa dla jasnych słodów nuta zbożowa. Piwo jest dosyć wytrawne, lekko alkoholowe, a na dodatek bliżej mi do bardziej estrowych lagerów niż mocno chmielonych IPA.

Podsumowując, jest to bardzo przeciętny trunek i spore rozczarowanie. Szkoda, że piwo zostało wydane pod marką Belhaven, która do tej pory kojarzyła mi się ze świetnymi wyspiarskimi klasykami, które były całkiem nieźle dostępne na rynku polskim.

Ocena końcowa: 5/10

środa, 9 kwietnia 2014

Greene King, Suffolk Porter

0 komentarze

Alkohol: 5,4%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Anglia

Kolor: [9/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [6/10]
Smak: [5/10]
Nasycenie: [7/10]
Opakowanie: [9/10]

Cena: 6 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Po dłuższej (jak na standardy tego bloga) przerwie wracamy do recenzji. Na początek porter z UK, który zainteresował mnie głównie niską ceną (6 zł za angielskie piwo to jak darmocha) i świetną etykietą (chociaż porter w nazwie, a stout trochę poniżej może wprowadzić w lekką konsternację). Od początku nie spodziewałem się po tym piwie zbyt wiele, ale Guinness też należy do wielkiego browaru i też kosztuje w Polsce niewiele ponad 5 złotych, dlatego postanowiłem dać produktowi z Greene King szansę.

Po przelaniu do pokala otrzymujemy ciemno wiśniowy (nawet bardziej w kierunku brunatnego) trunek, który  posiada brzydką, szarą i szybko opadającą do zera pianę (na fotce wygląda to zdecydowanie lepiej niż w realu). Wysycenie dwutlenkiem węgla zdecydowanie za wysokie jak na styl, niemalże lagerowe.

W zapachu dominują nuty czekolady mlecznej i śmietankowe (lekki diacetyl albo dodatek laktozy), a także karmelowe i toffi. Nie ma tutaj niemal nut palonych, nie ma mocnej kawy, więc ewidentnie nie jest to dry stout i rzeczywiście bliżej w tym aspekcie do porteru. Jednakże aromat mleczny przybliża piwo do sweet stoutów. Największym problemem (pomijając już nawet ten diacetyl, który mi osobiście rzadko w piwach przeszkadza) jest dosyć mizerna jakość i intensywność tych aromatów.

Smakowo pierwsze co uderza to spora słodycz, która jednak nie jest kontrowana goryczką, a na dodatek piwo wydaje się dosyć wodniste (lekkie w odczuciu w ustach), przez co słodycz nabiera charakteru bardziej chemicznego (coś jak cola light bez cukru). Poza tym mamy tutaj sporo śmietanki i mlecznej czekolady, toffi i karmel (aż mi się nie chce wierzyć, że w tak dużym browarze można by mieć taki problem z diacetylem - obstawiam raczej tą laktozę). Na minus dla mnie zero nut palonych i kawowych - nie mówię od razu o takiej ilości jak w coffee lub dry stoutach, ale i tak przynajmniej odrobina przydałaby się tutaj.

Podsumowując, piwo smakuje jak bardzo przeciętny, przesłodzony miks sweet stoutu i brown porteru (z naciskiem na te pierwsze). Pomimo, że uwielbiam wyspiarskie stouty i portery to tutaj jestem na nie.

Ocena końcowa: 5,5/10

środa, 26 marca 2014

Wojkówka, AIPA Dark

1 komentarze

Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 13%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [9/10]
Piana: [8/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [3/10]
Opakowanie: [4/10]

Cena: 7,99 zł / 0,5 l [Piwa Świata]

Uwagi: AIPA Dark to chyba z piąty sposób nazwania tego samego stylu (po Black IPA, Cascadian Dark Ale, India Black Ale, American Black Ale), jednak większość chyba wie co to oznacza - czarne, ale mało palone piwo z dużą ilością amerykańskiego chmielu. Jak jest tutaj? Zobaczmy...

Po przelaniu do pokala otrzymujemy czarny trunek, który wyłącznie pod światłem nabiera rubinowych refleksów. Piana koloru beżowego prezentuje się całkiem nieźle, jest średnio obfita, oblepia ścianki i opada w leniwym tempie. Wysycenie dwutlenkiem węgla na bardzo niskim poziomie intensywności i jak dla mnie powinno być jednak chociaż trochę wyższe.

W zapachu dominują nuty czekoladowe, kawowe i lekko palone, ale pojawia się także lekki diacetyl, przez co piwu bliżej do sweet stoutu niż Black IPA. Chmielowe nuty pojawiają się gdzieś tam w oddali pod postacią nut sosnowych, żywicznych i trawiastych - jednak ich intensywność dla tego stylu pozostawia wiele do życzenia. Po ogrzaniu pojawiają się lekkie nuty rozpuszczalnikowe. Finalnie piwo pachnie całkiem przyjemnie, ale mało stylowo.

Smakowo mamy średniej intensywności (w kierunku niskiej) goryczkę. Sporo czekolady mlecznej, kawy i diacetylu (pod postacią mleczno-śmietankową). Gdyby nie to, że nie dodano tutaj (wg etykiety) laktozy powiedziałbym, że bardzo niezły przedstawiciel mlecznego stoutu. Piwo jest dosyć aksamitne, średnio treściwe i mało chmielowe (jest tylko delikatny zarys sosnowo-żywiczny).

Podsumowując, ponieważ nie mam uczulenia na diacetyl i całkiem nieźle mi podchodzą sweet (milk) stouty to piwo oceniam jako całkiem smaczny trunek, który określiłbym mianem American Milk Stout. Jeśli ktoś szuka 100% Black IPA, to tutaj nie ma raczej czego szukać.

Ocena końcowa: 7/10

wtorek, 25 marca 2014

Widawa, Kawka Coffee Ale

0 komentarze

Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: 11,8%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [5/10]
Zapach: [5/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [3/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: 9 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: O ile stoutów i porterów z dodatkiem kawy jest na rynku pod dostatkiem (przynajmniej globalnym), tak jasne piwa z kawą to raczej niewielka nisza. Sam miłośnikiem kawy nie jestem, ale w dobrym stoucie taki dodatek jest dla mnie jak najbardziej na miejscu. Jak jest tutaj? Zobaczymy...

Po przelaniu do pokala otrzymujemy mętny trunek w kolorze głębokiego złota (nie jest czarny jakby można było przypuszczać). Piana jest niezbyt obfita, szybko opada do niewielkiej obręczy i delikatnie oblepia ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla na zdecydowanie niskim (za niskim) poziomie - może przy nalewaniu z pompy robiłoby to różnicę, ale w wersji butelkowej po prostu przeszkadza.

W zapachu dominują niezbyt lubiane przeze mnie nuty zbożowe, a kawa pojawia się raczej pod postacią kawy zbożowej, a nie mocnego espresso. Nie jest to aromat nad wyraz przyjemny i w tym aspekcie piwo najzwyczajniej w świecie nie zachwyca.

Smakowo jest już trochę lepiej, ponieważ poza nutą zbożową pojawia się w końcu normalna kawa (nie tam żadna Inka), ale mamy również wyczuwalne, delikatne aromaty chmielowe (sosnowe i żywiczne). Całość jest zdecydowanie smukła i aksamitna w przełyku, a dzięki średniej wielkości goryczce i niezbyt dużej pełni powoduje, że piwo pije się całkiem przyjemnie.

Podsumowując, jest to piwo ciekawe, które smakuje całkiem nieźle, ale niektórych może odrzucić aromat, który nie powala. Czy jest lepsze od stoutowej wersji Kawki? Zdecydowanie nie.

Ocena końcowa: 7/10

Widawa, Winter Ale

0 komentarze

Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: 14%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [5/10]
Zapach: [4/10]
Smak: [5/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: 8,20 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Miała być tutaj recenzja piwa Winter Black Ale z Widawy, które piłem wcześniej, ale był to totalnych kwach, który został wycofany z rynku dosyć szybko (ale nie aż tak szybko, sam wysłałem info do właściciela browaru, że piwo jest ewidentnie wadliwe). Z uwagi na to, że butelki po 2 dniach znikły ze sklepów pomińmy ocenę tamtego piwa milczeniem i wróćmy do recenzji jasnej wersji, która została na rynku, a też miała oznaki lekkiego zakażenia.

Po przelaniu do pokala otrzymujemy miedziany, dosyć mętny trunek. Piana koloru beżowego jest średnio obfita, ale szybko opada do niewielkiej obręczy. Wysycenie dwutlenkiem węgla trochę poniżej średniej.

W zapachu pojawiają się nuty chmielowe z aromatami słodkich owoców tropikalnych, ziemistymi i lekko tytoniowymi, które jednak przykrywane są przez typową oznakę zepsucia (dosyć nieprzyjemny, ale nie tak intensywny jak w Winter Black Ale kwach). Pojawia się także siarkowodór (zapach kanalizacyjny lub zgniłych jaj). Jeśli ktoś nie wie czego szukać może nawet mu to nie przeszkadzać (ewentualnie stwierdzi, że coś jest tam dziwnego, ale nie wie co), ale ja mam uczulenie na te wady (tak samo jak na rozpuszczalnik) i w przeciwieństwie do DMS lub diacetylu przeszkadzają mi one już na niskim progu wyczuwalności.

W smaku jest tylko odrobinę lepiej, znów mamy lekką kwaśność (i nie jest to czysta kwaśność, która nie przeszkadza), średniej intensywności goryczkę i aromaty chmielu amerykańskiego, które próbują tutaj coś zadziałać ze średnim skutkiem (owoce tropikalne, nuty ziemiste i tytoniowe).

Podsumowując, piwo które piłem było ewidentnie wadliwe, na pewno nie tak mocno jak Winter Black Ale (które wylałem po dosłownie 2 łykach do zlewu). Z jednej strony gdyby nie ten "pech" byłoby zapewne całkiem nieźle, z drugiej mnie jako konsumenta mało to interesuje, bo dostałem produkt jaki dostałem. A tak już na zakończenie plus dla Wojtka Frączyka za ściągnięcie Black'a ze sklepów (chociaż ja bym tak samo potraktował wersję jasną), minus jednak za kontrolę jakości - mam nadzieję, że to będzie nauczka na przyszłość i kolejne warki tych piw będą już udane.

Ocena końcowa: 4,5/10

środa, 19 marca 2014

Mikkeller, 1000 IBU

0 komentarze

Alkohol: 9,6%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Dania

Kolor: [6/10]
Piana: [10/10]
Zapach: [10/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [3/10]
Opakowanie: [9/10]

Cena: 29 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Jak każde dziecko wie, 1000 IBU jest poziomem niemożliwym do otrzymania (przynajmniej bez pomocy chemików), ponieważ w roztworze wodnym dalsza izomeryzacja alfakwasów staje się niemożliwa przy poziomie ok 120 IBU (tak przynajmniej twierdzi literatura). Ale marketing rządzi się swoimi prawami, kalkulatory liczące IBU nie mają takich limitów, więc po wrzuceniu do brzeczki odpowiedniej ilości chmielu może wyjść rzekome, iluzoryczne 1000 IBU. Jednak poza tym aspektem, porządnie chmielone Imperial IPA jest zawsze w cenie - a tutaj mamy niemalże 10% alkoholu, więc jest co przełamywać sporą goryczką.

Wracając do samej recenzji, po przelaniu do pokala otrzymujemy miedziany, mocno mętny i niezbyt pięknie się prezentujący trunek. Za to genialna jest piana, obfita, gęsta, kremowa (niemalże jak bita śmietana), mocno oblepia i utrzymuje się na powierzchni do samego końca (a nie jest to piwo na 5 minut). Wysycenie dwutlenkiem węgla niskie, niby łapie się w dolne widełki stylu, ale wolałbym odrobinę wyższe.

W zapachu mamy istną feerię aromatów chmielowych, jest tutaj ogrom nut sosnowych i świerkowych, ale dochodzą do nozdrzy również nuty cytrusowe, owoców tropikalnych i żywiczne. Całość sprawia wrażenie bardzo rześkiego, delikatnie słodkiego, a przy tym brak tutaj jakichkolwiek aromatów alkoholowych (pachnie jak świetne AIPA o ekstrakcie 16 stopni Plato). Mistrzostwo w swoim wykonaniu.

W smaku od razu na starcie uderza ogromna goryczka chmielowa, która może nie jest strasznie ściągająca (piłem bardziej garbnikowe IPA), ale za to bardzo długo zalegająca (podejrzewam, że można by brać łyka co 10 minut a i tak człowiek ciągle czułby tą goryczkę). Na plus brak woni alkoholowej (jedynie grzanie w przełyku przypomina, że pijemy niemal 10% trunek), ale na minus wyczuwalna nuta octanu etylu (rozpuszczalnikowy). Piwo jest nad wyraz pełne, oleiste i słodkie (aczkolwiek słodycz nie potrafi zrównoważyć goryczki). Tutaj również mamy sporo aromatu chmielowego, ale cięższego niż w zapachu, nie ma rześkich cytrusów, pojawiają się natomiast aromaty ziemiste, żywiczne i tytoniowe. Na minus fakt, że pijalność nie do końca powala, piwo po jakimś czasie staje się po prostu męczące (i mówię to jako totalny hophead).

Podsumowując, nie jest to najlepsze Imperial IPA jakie w życiu piłem, nie jest to nawet najlepsze piwo z Mikkellera, jakie piłem. Aromat co trzeba przyznać jest genialny, ale jednak pijalność powinna być odrobinę przynajmniej wyższa. Co nie zmienia faktu, że sumarycznie jest to bardzo dobry trunek, aczkolwiek nie dla wszystkich.

Ocena końcowa: 8/10