Lista ocenionych piw

piątek, 15 listopada 2013

Rogue, Yellow Snow IPA

0 komentarze


Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Stany Zjednoczone

Kolor: [7/10]
Piana: [6/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: 18,99 zł / 0,355 l [Piwa Świata]

Uwagi: Jedno z kilku piw w stylu AIPA z amerykańskiego browaru Rogue. Po przelaniu do pokala otrzymujemy złoty, mglisty trunek. Piana jest beżowa, średniej wielkości i dosyć porządnie oblepiająca ścianki, jednak przez dosyć dziurawe i spore pęcherzyki nie prezentuje się zbyt oszałamiającą. Wysycenie dwutlenkiem węgla zdecydowanie poniżej średniej i jak dla mnie powinno być wyższe.

W zapachu dominują typowe dla amerykańskich chmielów nuty, poczynając od owoców tropikalnych (z mango na czele) po sosnę i świerka kończąc. Całość sprawia wrażenie mocno słodkiego, wręcz landrynkowatego, przez co jakoś nie do końca do mnie trafia. Niby jest bardzo przyjemnie, ale brakuje mi tutaj tego efektu "wow".

W smaku mamy średniej intensywności goryczkę (trochę jednak łodygową), dosyć sporą pełnię i niezbyt intensywny aromat (jak na AIPA). Dominują tutaj nuty świerkowe, sosnowe i torfowe, a w mniejszym stopniu owoców tropikalnych i tytoniowe. Całość zdaje się być lekko słonawa i bardzo lekko alkoholowa. Nie zmienia to jednak faktu, że piwo o dziwo pije się całkiem przyjemnie (pijalność jest na niezłym poziomie). Ciągle jednak ma się gdzieś z tyłu głowy przeświadczenie, że to jednak nie to - że mogło być lepiej.

Podsumowując, jest to smaczne piwo w stylu American India Pale Ale, ale do najlepszych brakuje mu jednak sporo. W tej cenie można upolować już zdecydowanie ciekawsze okazy w tym stylu (również z USA).

Ocena końcowa: 8-/10

środa, 13 listopada 2013

Ursa, Z Połoniny

0 komentarze


Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12,7%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [8/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [6/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: [4/10]

Cena: 7,30 zł / 0,5 l [Centrala Piwna]

Uwagi: Amber American Ale z browaru Ursa Maior. Po przelaniu do pokala otrzymujemy ciemno-miedziany, klarowny trunek. Piana jest średniej wielkości, beżowa, dosyć mocno zbita, a przy tym ładnie i mocno oblepia ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla zdecydowanie poniżej średniej i zdecydowanie bliżej tutaj do wyspiarskich ejlów, aniżeli amerykańskich.

W zapachu dominują nuty przypieczonej skórki od chleba, lekko zbożowe, karmelowe i czekolady mlecznej. Z nut chmielowych mamy tutaj delikatną żywiczność i niewielką landrynkę. Całość pachnie zdecydowanie bardziej jak brytyjskie ESB. Do chmielowych, amerykańskich ejlów daleka droga. Nie znaczy wcale, że jest nieprzyjemnie - jest po prostu nie tak, jakbym się tego spodziewał.

W smaku mamy średnią pełnię, całkiem niezłą, długo finiszującą (ale nie w zalegający sposób) goryczkę. Do tego dochodzą aromaty melanoidynowe (przypieczone skórka od chleba), landrynkowe, żywiczne i lekko waniliowe. Całość jest świetnie pijalna i znika z pokala w zastraszającym tempie.

Podsumowując, nie jest to może typowy przedstawiciel stylu American Amber Ale (chmielu amerykańskiego nie ma tutaj za wiele), ale całość jest nieźle skomponowana i ekstremalnie pijalna. Ze swojej strony jestem na tak.

Ocena końcowa: 8-/10

niedziela, 10 listopada 2013

Haffner Brau, Hopfenstopfer Citra Ale

0 komentarze


Alkohol: 5,1%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Niemcy

Kolor: [7/10]
Piana: [6/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [6/10]
Nasycenie: [8/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: 9,50 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: American Pale Ale chmielone chmielem Citra z Niemiec? Widać, że powoli do naszych zachodnich sąsiadów również dociera podmuch piwnej rewolucji zapoczątkowanej w USA. Po przelaniu do pokala otrzymujemy jasnozłoty trunek z delikatną zawiesiną. Piana spora, ale szybko opada i prezentuje się niezbyt zachęcająco (spore pęcherzyki). Wysycenie dwutlenkiem węgla na bardzo wysokim, zdecydowanie przeszkadzającym poziomie intensywności.

W zapachu na początku jest całkiem, dominują nuty chmielowe z cytrusami i owocami tropikalnymi na czele, jednak z każdą kolejną minutą (i ocieplaniem się piwa) dochodzą do głosu aromaty zielonych jabłek (aldehyd octowy) i przypominające to co jest typowe dla piwowarstwa belgijskiego (nuty winne, lekko perfumowe). Zatem na początku jak najbardziej ok, później już trochę gorzej.

W smaku mamy dosyć sporą słodycz, niewielką goryczkę, odrobinę chmielowych nut (głównie cytrusy) i po raz kolejny aldehyd octowy, a także fenole (goździki) i trochę belgijskiej dzikości (posmaki winne). Całość mimo niewielkiej zawartości alkoholu jest dosyć pełna, co nie do końca do mnie trafia (wolę wytrawne APA, a pełnię i słodycz zostawiam mocniejszym braciom).

Podsumowując, jest to piwo ewidentnie do poprawy - bo nie sądzę, żeby aldehyd octowy i goździki były zamierzonymi nutami. Co nie zmienia jednak faktu, że i tak jest lepiej niż w przypadku wielu klasycznych, niemieckich, nudnych stylów (tutaj się przynajmniej coś dzieje).

Ocena końcowa: 6,5/10

sobota, 9 listopada 2013

Ursa, RoyZbawiony

1 komentarze


Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: 11,2%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [6/10]
Piana: [2/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [7/10]
Opakowanie: [4/10]

Cena: 7,30 zł / 0,5 l [Centrala Piwna]

Uwagi: Piwo z niedawno otwartego browaru Ursa Maior, który zdążył przez niezbyt długi okres czasu wypuścić 4 piwa (a kolejne jest już zapowiedziane). Od razu na starcie muszę wyrazić opinię o etykietach, które wg mnie są po prostu brzydkie. O ile do samej jakości użytego papieru nie można się zbytnio przyczepić, tak do wyblakłych kolorów i pseudoartystycznych rysunków można już jak najbardziej. Etykieta od piwa musi być artystyczna lub czytelna - tutaj żaden z aspektów nie jest zachowany.

Wracając do samej recenzji. pierwszym pitym przeze mnie trunkiem z Ursa był bardzo klasyczny hefeweizen. Po przelaniu do pokala otrzymuje piwo w kolorze pomarańczowym, mętne (ale nie aż tak mocno jak hefeweizen potrafi być). Na zdecydowaną naganę zasługuje beznadziejna piana, grubo-pęcherzykowa, szara, szybko opadająca (nawet dla stylów ze skromną pianą ta z RoyZbawionego byłaby słaba, dla weizena jest niedopuszczalna). Wysycenie dwutlenkiem węgla powyżej średniej - i tutaj jest wszystko jak najbardziej na miejscu.

W zapachu dominują typowe dla weizenów goździki i banany, przy czym banany raczej w formie takich mocno przejrzałych owoców. Mamy tutaj również aromaty drożdżowe i chlebowe. Całość jest przyjemna i jak najbardziej stylowa.

W smaku po raz kolejny klasyka, goździki i banany, lekka kwaskowatość, delikatna słodycz (aczkolwiek sama pełnia piwa jest niska, wręcz piwo zdaje się być bardzo wodniste). Nie ma się tutaj do czego zbytnio przyczepić, ale nie ma też zbytnio za co pochwalić.

Podsumowując, poza beznadziejną pianą piwo jest bardzo poprawnym (jak również pijalnym) hefeweizenem. Brakuje mi jednak tutaj jakiegoś pazura - skoro płacę za piwo niemal 2x tyle co za inne piwa w tym stylu dostępne na rodzimym rynku to wymagam jednak więcej niż poprawnej przeciętności.

Ocena końcowa: 6,5/10

piątek, 8 listopada 2013

Permon, P.A.P.A.

0 komentarze


Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12%

Kraj pochodzenia: Czechy

Kolor: [7/10]
Piana: [8/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [7/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: 7,80 zł / 0,5 l [Centrala Piwna]

Uwagi: American Pale Ale z czeskiego browaru Permon. Po przelaniu do pokala otrzymujemy złoty trunek, z delikatną, zapewne chmielową zawiesiną. Piana jest spora, puszysta i trwała. Wysycenie dwutlenkiem węgla powyżej średniej - mi to w żadnym przypadku nie przeszkadza, ale sporo osób może uważać, że jest jednak trochę za wysokie.

W zapachu jak przystało na trunek chmielony amerykańskimi odmianami chmielu dominują owe nuty, z owocami tropikalnymi na czele, dającymi lekko słodkie zabarwienie. Poza tym pojawiają się aromaty lekko korzenne i pieprzne (sam w swoim domowym AIPA uzyskałem coś podobnego chmieląc piwo dosyć pokaźnie chmielami Simcoe i Citra). Jest też delikatny, ale to bardzo delikatny diacetyl (raczej pod postacią toffi, aniżeli typowego masła).

W smaku mamy całkiem sporą (jak na APA) goryczkę, może nie ekstremalną, ale jednak sporą (na dodatek lekko łodygową i zalegającą). Dominują tutaj nuty trawiaste, korzenne i pieprzne. Całość jest chmielowa po amerykańsku, ale jednak nie w ten sposób jaki uwielbiam najbardziej (czyli cytrusy, owoce tropikalne, sosna - w takiej kolejności). Nie zmienia to faktu, że piwo jest całkiem smaczne i znika z pokala w dosyć szybkim tempie.

Podsumowując, jest to bardzo udane, aczkolwiek nie wybitne piwo. A dzięki cenie, która nie jest zbytnio wyższa od rodzimych produktów tego typu można go spróbować bez obawy o piwny budżet.

Ocena końcowa: 8/10

niedziela, 3 listopada 2013

Westvleteren, XII

3 komentarze

Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Belgia

Kolor: [8/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [6/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: [3/10]

Cena: 90 zł / 0,33 l [Piwa Świata]

Uwagi: Najlepsze piwo świata wg rankingu ratebeer, które kupiłem za dosyć astronomiczną cenę, ale czego się nie robi dla tego naj-? Wiem, że zaraz się dowiem od kogoś, iż cena w browarze to niespełna 2€ za butelkę, ale w najbliższym czasie nie planuję wycieczki własnym autem w tamte rejony Europy (a tylko w ten sposób można za ową cenę nabyć tego trapistę).

Wracając do samego piwa, 12-tka to najmocniejszy z gamy (niezbyt okazałem) piw browaru w Vleteren, w stylu quadrupel, który było mi już dane próbować (recenzowałem kiedyś na blogu inne bardzo znane piwo w tym stylu - Rochefort 10).

Przy próbie otwarcia butelki pojawił się problem, bo piwo było ewidentnie przegazowane przez co dosyć szybko zaczęło uciekać. Na szczęście gushing udało się szybko opanować i tylko bardzo niewielka część piwa wylądowała poza snifterem. Kolor piwa oscylował wokół brunatno-fioletowego, lekko wpadającego w rdzę i dosyć mocno mętnego. Piana nie była zbyt okazała, jednak dosyć długo utrzymywała się na powierzchni w postaci niewielkiego kożucha. Wysycenie dwutlenkiem węgla na poziomie poniżej średniej, ale podejrzewam, że normalnie jest wyższe.

W zapachu dominują tutaj nuty typowo winne (czerwone wina) z suszonymi śliwkami i wiśniami na czele. Mamy tutaj również aromaty rodzynek, lekko czekoladowe, a także typowe dla portugalskich piw typu porto. Na minus bardzo intensywna i mało przyjemna woń alkoholowa (tak, wiem, że piwo jest mocne, ale rodzime portery, czy amerykańskie RIS lub barley wine potrafią w tym aspekcie lepiej ukrywać alkohol). Ten aspekt na prawdę mógł odrzucać.

W smaku jest zdecydowanie lepiej. Piwo jest bardzo pełne, słodkie, z niewielką goryczką i dosyć mocno alkoholowe. Ale co ważne pełnia nie powoduje, aby piwo było ciężkie. Co to, to nie - jest dosyć smukłe, a alkohol jest bardzo fajnie zbalansowany. Mamy tutaj aromaty suszonych wiśni i śliwek, sherry, porto i jeżyn. Są też lekko przyprawowe nuty fenolowe. Intensywność jest na poziomie średnim. Całość smakuje całkiem ciekawie, ale z drugiej strony do wybitności też tutaj daleko.

Podsumowując, piwo zdecydowanie lepiej smakuje niż pachnie, ale czy jest to najlepsze piwo na świecie? Zdecydowanie nie, śmiem twierdzić, że Rochefort 10 jest lepszym quadruplem. A skąd wynika ta ocena w rankingu? Zapewne jest proporcjonalna do trudności zakupu owego trunku, bo przecież od dawna wiadomo, że im coś trudniej dostać tym musi być lepsze ;). Ze swojej strony przy cenie za jaką piwo można nabyć w Polsce jest zdecydowanie nie warte zakupu, jeśli komuś uda się dostać buteleczkę za ~10 zł to warto sprawdzić "o co takie wielkie halo", reszta nie ma czego żałować i jeśli jest ktoś fanem belgijskiego piwowarstwa to Rochefort 10 będzie zdecydowanie lepszym wyborem.

Ocena końcowa: 8/10

sobota, 2 listopada 2013

Szałpiw, Kejter

0 komentarze


Alkohol: 6%
Ekstrakt: 15%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [5/10]
Piana: [5/10]
Zapach: [6/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: brak

Cena: 10 zł / 0,5 l [Setka Pub]

Uwagi: Piwo, które na początku zapowiadane było jako AIPA, aby na premierze okazać stylem o nazwie American Amber Ale. Otrzymany trunek jest koloru miedzianego (nawet bardziej przypominającego rdzę), mocno mętny. Piana średniej wielkości, dosyć szybko opada do ledwie kożucha. Na plus to, że delikatnie oblepia ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla trochę poniżej średniej i w tym aspekcie jest całkiem (pasuje tutaj).

W zapachu jest trochę nietypowo jak na ejla chmielonego amerykańskimi odmianami chmielu. Jest tutaj zdecydowanie estrowo, ale raczej od drożdży - dominują tutaj nuty truskawkowe, poziomkowe i mocno intensywne aromaty gumy balonowej. Mamy tutaj również lekką korzenność i delikatną ziołowość. Całość jest średnio intensywna, dosyć słodkawa i jakoś nie do końca do mnie przemawia.

W smaku od początku atakuje średniej wielkości goryczka (zdecydowanie na poziomie amerykańskiego IPA, a nie Amber Ale). Tutaj również dominują truskawki i guma balonowa. Poza tym mamy nuty lekko karmelowe i korzenne, a nawet delikatnie wyczuwalne przypalone przewody elektryczne. Całość jest dosyć pełna, lekko słodka i średnio sesyjna (piwo trochę męczy - po Kejterze wypiłem Red AIPA z Hausta, który pokazuje jak powinien smakować goryczkowy, ale pijalny trunek).

Podsumowując, piwo smakuje lepiej niż pachnie, ale ciągle miałem wrażenie, że coś tutaj nie gra i chyba nie do końca tak miało smakować (coś w którymś momencie poszło nie tak). Mam nadzieję, że następne warki Kejtera przejdą metamorfozę i pozwolą piwu wzbić się na wyżyny.

Ocena końcowa: 7/10

poniedziałek, 28 października 2013

Haust, Ox Bile

0 komentarze


Alkohol: 8,6%
Ekstrakt: 20%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [9/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: 9 zł / 0,33 l [Centrala Piwna]

Uwagi: Trzeba przyznać, że rodzime rzemieślnicze browary nie chcą zbytnio warzyć piw mocnych (a przez mocne mam na myśli co najmniej 20 stopni Plato brzeczki nastawnej). Portery bałtyckie to ciągle domena średniej wielkości browarów, RIS'a do tej pory mieliśmy jednego (od Artezana), tak samo Imperial IPA (od Pinty). Cieszy więc fakt, że już od jakiegoś czasu do owego grona dołączył Ox Bile z browaru restauracyjnego Haust. Nazwa jest nad wyraz przewrotna i znaczy nie mniej, nie więcej "bycza żółć". Cieszy również fakt, że owe IIPA zostało pokaźnie pochmielone (niemal 100 IBU).

Po przelaniu do pokala otrzymujemy bursztynowy (ciemno-złoty), mętny trunek. Piana koloru beżowego jest średniej wielkości i opada w przeciętnym tempie. Na plus to, że dosyć pokaźnie oblepia ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla na poziomie trochę poniżej średniej i jak dla mnie pasuje tutaj idealnie.

W zapachu dominują słodkie nuty owoców tropikalnych, grejpfrutów, a także w mniejszym stopniu sosnowe i świerkowe. Jest tutaj wszystko co uwielbiam w amerykańskich chmielach. Całość jest bardzo intensywna i dosłownie po chwili od otwarcia butelki aromat unosi się w całym pomieszczeniu.

Goryczka jest spora, długo finiszująca i jednak trochę ściągająca. Piwo jest bardzo pełne, aż gęste, ale przez to również dosyć mocno słodkie. Sam zdecydowanie bardziej preferuję bardziej wytrawne IIPA, ale jeśli ktoś lubi kontrować goryczkę mocną podbudową słodową, to będzie w niebie. W smaku mamy znów amerykańskie chmiele z owocami tropikalnymi i cytrusami na czele, a także lekką sosnowość i wanilię. Na plus świetnie ukryty alkohol, który jest niemalże niewyczuwalny.

Podsumowując, jest to bardzo udany przedstawiciel stylu, który w żadnym wypadku nie musi się wstydzić w pojedynkach z konkurencją zagraniczną. Dla mnie mógłby być tylko wyłącznie delikatnie, minimalnie bardziej wytrawny. Ale nawet pomimo tego zdecydowanie polecam.

Ocena końcowa: 9-/10

niedziela, 27 października 2013

Dark Star, Espresso Stout

1 komentarze


Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Anglia

Kolor: [9/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [6/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: ~13 zł / 0,5 l [Piwa Świata]

Uwagi: Angielski, kawowy stout. Po przelaniu do szklanki otrzymujemy czarny trunek, który tylko pod ostrym światłem nabiera refleksów przypominających rdzę. Piana koloru beżowego jest mała i bardzo szybko znika, a przy tym nie oblepia ścianek. Wysycenie dwutlenkiem węgla na średnim poziomie intensywności, ale w tym stylu troszkę przeszkadza (mogłoby być odrobinę niższe).

W zapachu mamy dokładnie to czego można się spodziewać od coffee stoutu, tj. sporej ilości nut palonych, kawowych i orzechowych. Całość jest nawet lekko przypalana (palone przewody elektryczne), ale nie jest to intensywny aromat.

W smaku piwo jest nad wyraz wytrawne, nawet lekko wodniste (co w sumie nie jest dziwne przy takim woltażu). Dominują tutaj paloność, kawowość i orzechowość, a także dosyć wyczuwalne spalone kable elektryczne (mi akurat ta nuta w żadnym wypadku nie przeszkadza, ale znam osoby, które nie potrafią tego typu aromatów "przełknąć"). Całość jest średnio intensywna, całkiem przyjemna w odbiorze i dosyć szybko znika ze szklanki.

Podsumowując, całkiem udany stout kawowy - może nie najlepszy jaki piłem, ale i tak ze swojej strony polecam.

Ocena końcowa: 8-/10

piątek, 25 października 2013

Bomonti, Filtresiz

0 komentarze


Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Turcja

Kolor: [7/10]
Piana: [4/10]
Zapach: [3/10]
Smak: [3/10]
Nasycenie: [9/10]
Opakowanie: [7/10]

Cena: ~7,50 zł / 0,5 l [Turcja - Bodrum]

Uwagi: Niefiltrowany lager z Turcji? To nie mogło się udać. Po przelaniu do pokala otrzymujemy złoty, mętny trunek. Piana jest mała i szybko znika. Wysycenie na bardzo wysokim (aż wykręcającym język) poziomie intensywności - zdecydowanie to przeszkadza.

W zapachu dominują nuty mało przyjemne nuty mokrego kartonu (utlenienie), zbożowe i lekko słodkie. W smaku również pojawia się mokry karton i lekka zbożowość.

Podsumowując, bardzo słaby, turecki, koncernowy lager, który jest zdecydowanie słabszy nawet od rodzimych produktów tego typu.

Ocena końcowa: 3/10