Lista ocenionych piw

czwartek, 26 czerwca 2014

Artezan, Samiec Alfa

1 komentarze

Alkohol: 10%
Ekstrakt: 24,3%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [10/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [2/10]
Opakowanie: brak

Cena: 13 zł / 0,3 l [Kufle i Kapsle]

Uwagi: Piwo w stylu Russian Imperial Stout z browaru Artezan. Jest to drugie podejście tego browaru do RIS'a (pierwszym był Dziadek Mróz wypuszczony pod koniec 2012 roku oceniany przeze mnie na blogu). Otrzymany trunek jest koloru czarnego jak smoła, piana jest w kolorze cappuccino, średnio obfita, opada w przeciętnym tempie i całkiem pokaźnie oblepia ścianki. Wysycenie dwutlenkiem węgla na niemal zerowym poziomie intensywności. Niby typowe dla stylu, ale chciałbym mieć tutaj chociaż odrobinę tego nasycenia.

W zapachu dominują nuty estrowe, głównie owoców leśnych, śliwek i lekko winne. Całość sprawia wrażenie dosyć słodkiego, a typowe nuty dla ciemnych słodów są na dalszym planie (lekko aromat czekoladowy, brakuje jednak paloności i nut kawowych). Do tego dochodzi nie do końca ułożony i lekko przeszkadzający alkohol. Piwo pachnie przeciętnie jak na RIS.

W smaku mamy zdecydowanie pełnię i słodycz, która aż okleja całą jamę ustną i nadaje aksamitności. Jednak goryczka jest niezbyt wysoka (powiedzmy, że średnia), przez co w żaden sposób nie jest w stanie skontrować tych ogromnych ilości słodyczy. Znów pojawiają się aromaty owoców leśnych, winne i lekko czekoladowe, ale brakuje ciągle konkretnej paloności. Pojawia się znów alkoholowość (nie udano się jej zamaskować tak dobrze jak w niektórych polskich bałtyckich porterach), a także nie do końca przyjemna nuta piwniczna. Przez tą słodycz i brak konkretnej goryczki piwo jest nad wyraz męczące w odbiorze i przy objętości 0,3 litra spędziłem dosyć sporo czasu (a piłem już mocniejsze alkoholowo zagraniczne RIS'y, które pijalnością biły na głowę produkt Artezana).

Podsumowując, nie jest to złe piwo, ale nie jest to do końca moja bajka. Sam preferuję bardziej wytrawne, bardziej goryczkowe, bardziej palone i bardziej czekoladowo-kawowe RIS'y, aniżeli takie przesłodzone i dosyć estrowe przypadki jak w Samcu Alfa. Jeśli ktoś jednak woli te drugie to śmiało może sięgać po piwo z Artezana, bo poza nie do końca ułożonym alkoholem i lekką piwnicą, ciężko się technicznie do czegoś przyczepić.

Ocena końcowa: 7/10

środa, 25 czerwca 2014

Pracownia Piwa, Smoked Cracow By Night

0 komentarze

Alkohol: 2,4%
Ekstrakt: 7,7%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [8/10]
Piana: [8/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: brak

Cena: 11 zł / 0,5 l [Kufle i Kapsle]

Uwagi: Jeszcze jakiś czas temu ze świecą można było szukać jakiejkolwiek polskiego, komercyjnego przedstawiciela stylu grodziskie. Na ten moment mamy kilka takich przykładów, czas więc pójść dalej i ten krok wykonuje Pracownia Piwa warząc ciemną wersję owego stylu (skoro można z weizenem czy witbierem, to czemu nie z grodziskim?).

Otrzymany trunek jest koloru ciemno-brązowego, pod światłem wiśniowo-miedzianego. Piana koloru beżowego jest kremowa, gęsta, ładnie oblepia ścianki i utrzymuje się niemal do samego końca trwania degustacji. Wysycenie dwutlenkiem węgla trochę poniżej średniej, co trochę nie do końca pasuje do stylu (grodziskie powinno mieć zdecydowanie wyższe wysycenie, dzięki czemu zyskuje na rześkości).

W zapachu dominują nuty kawowe, lekko palone, a całość przypomina raczej lekkiego dry stouta. Wędzonka pojawia się gdzieś w oddali, w bardzo niewielkim stężeniu. Piwo pachnie całkiem przyjemnie (nie ma żadnych nieprzyjemnych nut), ale nie ma tutaj zbytniej intensywności i ciężko powiedzieć, że mamy tutaj cokolwiek z grodziskiego.

Całkowicie inaczej wygląda kwestia smaku. Tutaj nie mamy żadnych nut typowych dla ciemnych słodów, dominuje delikatna wędzonka i spora wytrawność, żeby nie powiedzieć wodnistość. Gdyby zamknąć oczy i napić się piwa to można by odczuć wrażenie, że to jest rzeczywiście jasne grodziskie (może trochę rozgazowane). Przez te nasycenie jednak pijalność nie do końca powala, a tak powinno być w przypadku tego stylu.

Podsumowując, jest to całkiem ciekawy eksperyment, który w aromacie przypomina dry stout, a w smaku grodziskie. Piwo smaczne, ale nie wybitne.

Ocena końcowa: 7/10

niedziela, 15 czerwca 2014

Pracownia Piwa, 100!

0 komentarze

Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: 18%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [9/10]
Piana: [6/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: brak

Cena: 12 zł / 0,5 l [Kufle i Kapsle]

Uwagi: Piwo w stylu Black IPA (tudzież Cascadian Dark Ale, czy też jak chcą twórcy Imperial India Dark Ale) uwarzone przez Pracownię Piwa przy współpracy z poznańskim pubem Setka na urodziny jednych i drugich (na 3-cie urodziny Setki i 1-wsze Pracowni Piwa - przy okazji była to setna warka w tym browarze, dlatego nazwa pasowała jak ulał).

Na początek małe wtrącenie - już po raz któryś dostaję w KiK piwo w niezbyt czysto wyglądającym szkle. Jak na pub z aspiracjami do bycia najlepszym w Warszawie nie wygląda to do końca profesjonalnie.

Wracając do recenzji, otrzymany trunek jest koloru ciemnobrunatnego. Piana w kolorze beżowym jest średnio obfita, ze sporymi pęcherzykami, lekko oblepia ścianki i opada w przeciętnym tempie. Wysycenie dwutlenkiem węgla poniżej średniej, tutaj jednak całkiem nieźle pasuje.

W zapachu dominują nuty bardziej typowe dla piw ciemnych, aniżeli do IPA. Jest tutaj sporo czekolady i kawy, pojawiają się także aromaty palone. Dopiero na dalszym planie uaktywnia się nuta chmielowa, głównie pod postacią sosnową i żywiczną. Całość pachnie bardzo przyjemnie, ale trochę mało w tym Black IPA, głównie skrzypce grają ciemne słody, nie chmiel - a tak być nie powinno.

W smaku mamy sporą goryczkę (ale nie jest gigantyczna i niepijalna, co to to nie), która jest kontrowana średnią pełnią, która nadaje całości lekko słodki profil. Pojawia się również delikatna nuta alkoholowa (na szczęście nie jest zbyt duża i jest przyjemna, nie ma tutaj żadnych nut bimbrowych, itd.) Znów pierwsze skrzypce grają kawa i czekolada, a także paloność. A nuty chmielowe (sosna, żywica, tytoń) są tylko dodatkiem. Piwo mimo sporej ilości alkoholu pije się całkiem przyjemnie (aczkolwiek sam preferowałbym trochę bardziej wytrawny trunek, może 1-1,5 stopnia Plato mniej?).

Podsumowując, jest to piwo smaczne, ale nie wybitne. Do pierwszych warek Black Hope nie ma startu (mimo, że z uwagi na ekstrakt powinno być w lepszej pozycji). Brakuje mi tutaj głównie większej ilości chmielu w aromacie (a już najbardziej owoców tropikalnych i cytrusów) i mniejszej ilości nut od ciemnych słodów (to nie ma być lżejszy RIS!). Jak tak teraz myślę to 100! z Pracowni Piwa smakuje jak trochę gorsza wersja Profanity Stout ze szkockiego Williams Brothers. Tylko, że tamto piwo od początku miało byś stoutem, a 100! miało być ciemnym IPA. Nie do końca wyszło, ale ciągle uważam, że piwo warte spróbowania ("było", bo teraz nie ma na nie najmniejszych szans ;)).

Ocena końcowa: 8/10

piątek, 13 czerwca 2014

Birbant, Citra IPA

0 komentarze

Alkohol: 5,9%
Ekstrakt: 14,2%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [7/10]
Piana: [8/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [6/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: ~8 zł / 0,5 l [Piwny Stan]

Uwagi: Piwo w stylu American IPA chmielone wyłącznie jedną odmianą Citra. Po przelaniu do pokala otrzymujemy złoty, zdecydowanie mętny trunek. Piana jest średnio obfita, opada w leniwym tempie, mocno oblepia ścianki i naprawdę ładnie się prezentuje. Wysycenie dwutlenkiem węgla na średnim i pasującym tutaj poziomie intensywności.

W zapachu mamy średniej intensywności aromat chmielowy (głównie ziemisty i sosnowy), jednak gdzieś tam pałęta się również nie do końca przyjemna nuta, którą ciężko zidentyfikować, ale mi się skojarzyła trochę z zapachem rosołu. Przez ten fakt, piwo trochę traci w odbiorze. Brakuje mi tutaj również nut cytrusowych i owoców tropikalnych (ale po domowych eksperymentach z warzeniem sam doszedłem do wniosku, że Citra wcale nie wnosi dużej ilości aromatów cytrusowych, są lepsze chmiele do tego, np. Amarillo).

Smakowo mamy średniej intensywności goryczkę, która jednak jest lekko ściągająca i zalegająca. Mamy tutaj aromaty sosnowe, świerkowe, grejpfrutowe i lekko pomarańczowo-mandarynkowe (ale bardziej jak takie aromaty do ciast, a nie świeży owoc). Pojawia się też nuta biszkoptowa (może przez to ten aromat pomarańczowo-mandarynkowy pachnie jak pachnie) i po raz kolejny też mało przyjemny rosół z kury.

Podsumowując, piwo w ogólności nie jest złe, ale ma jeden niezbyt przyjemny aromat (który psuje radość z picia) i trochę zbyt zalegającą goryczkę. Są lepsze AIPA na naszym rynku.

Ocena końcowa: 7-/10

środa, 11 czerwca 2014

Doctor Brew, Cascade IPA

0 komentarze

Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: 14,5%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [8/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [9/10]
Smak: [9/10]
Nasycenie: [6/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: ~8 zł / 0,5 l [Piwny Stan]

Uwagi: Kolejne piwo (ostatnie z premierowej na rozpoczęcie działania browaru trójki) w stylu American IPA, chmielone jednak wyłącznie jedną odmianą chmielu (na dodatek dosyć już leciwego Cascade, który na dobrą sprawę 30-40 lat temu zapoczątkował w USA rewolucję piwną).

Po przelaniu do pokala otrzymujemy ciemno złoty wpadający w bursztyn, opalizujący trunek. Piana jest spora, koloru beżowego, opada powoli i mocno oblepia ścianki - prezentuje się przy tym całkiem ładnie. Wysycenie dwutlenkiem węgla oscyluje na średnim poziomie intensywności i pasuje tutaj idealnie.

Po pierwszym powąchaniu piwa od razu spore zaskoczenie (i to zdecydowanie na plus). Mimo, że single hop Cascade to jednak jest moc, mamy intensywny aromat chmielowy (owoce tropikalne, sosnowe, świerkowe, trawiaste i żywiczne), który nadaje słodkiego charakteru, a także lekko słodową nutę. Całość pachnie naprawdę świetnie i moim zdaniem lepiej niż "zwykłe" AIPA od Doctora Brew.

Smakowo również jest świetnie, goryczka jest średnio-wysoka, piwo ma charakter dosyć wytrawny z tylko delikatną podbudową słodową, która nadaje delikatnej kontry słodyczy i wnosi trochę nut przypieczonej skórki od chleba (nuty melanoidynowe). Mamy oczywiście również sporo nut chmielowych, żywicznych, sosnowych i owoców tropikalnych. Piwo jest smaczne, świetnie pijalne i zdecydowanie szybko znika z teku.

Podsumowując, myślałem, że będzie to najsłabszy osobnik z całej trójki, a okazał się smaczniejszy od AIPA uwarzonego na chmielach Magnum, Galaxy, Cascade i Motueka. Pokazuje to, że Cascade ciągle może i ciągle jest dobrym wyborem dla świetnie aromatycznych ejlów. Zdecydowanie polecam.

Ocena końcowa: 8,5/10

niedziela, 8 czerwca 2014

Doctor Brew, American IPA

0 komentarze

Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [8/10]
Piana: [5/10]
Zapach: [8/10]
Smak: [8/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: ~8 zł / 0,5 l [Piwny Stan]

Uwagi: Kolejne piwo z browaru kontraktowego Doctor Brew, tym razem w stylu American IPA. Po przelaniu do pokala otrzymujemy miedziany, mętny trunek (kolor bardziej jak w angielskich IPA, ewentualnie jak w Ataku Chmielu z Pinty). Sam preferuję jaśniejsze AIPA (w stylu West Coast), jednak i takimi nie pogardzę. Piana jest szara, średnio się prezentuje, opada w przeciętnym tempie i lekko oblepia ścianki (nie jest tak ładna jak w Sunny Ale, mimo, że na zdjęciach wyglądają podobnie). Wysycenie dwutlenkiem węgla trochę poniżej średniej i pasuje tutaj całkiem dobrze.

W zapachu mamy oczywiście aromaty typowe dla chmieli z USA (głównie owoce tropikalne i cytrusy, a także nuty sosnowe i żywiczne), jednak ich intensywność nie powala jakoś mocno. Nie jest to może źle pachnące IPA (bo pachnie przyjemnie), ale brakuje mi tutaj intensywności trochę.

W smaku mamy sporą goryczkę (co na plus) i niezbyt dużą słodycz, co też w IPA lubię (wytrawne IPA są zdecydowanie bardziej pijalne i sesyjne). Jednak znów problemem jest co najwyżej średnio obfity aromat chmielowy (tytoniowy, sosnowy, żywiczny, a dopiero dalej pojawiają delikatne nuty owoców tropikalnych).

Podsumowując, nie ma tutaj większych wad, piwo jest smaczne, ale brakuje mi intensywności aromatu chmielowego. Jest dobrze, ale gorzej niż w Sunny Ale.

Ocena końcowa: 8-/10

sobota, 7 czerwca 2014

Doctor Brew, Sunny Ale

0 komentarze

Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: 13%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [8/10]
Piana: [7/10]
Zapach: [9/10]
Smak: [9/10]
Nasycenie: [5/10]
Opakowanie: [6/10]

Cena: ~8 zł / 0,5 l [Piwny Stan]

Uwagi: Kolejny browar kontraktowy, który już od jakiegoś czasu warzy piwo (dosyć szybko wypuszcza kolejne wypusty, a ulokował się w browarze Bartek). Sunny Ale to piwo w stylu American Pale Ale, czyli spodziewamy się dużo chmielu i sporej pijalności.

Po przelaniu do pokala otrzymujemy ciemno-bursztynowy, mętny trunek, któremu bliżej do angielskich piw Pale Ale, aniżeli jasnych amerykańskich interpretacji stylu. Piana jest średnio obfita, opada dosyć powoli, mocno oblepia i długo się utrzymuje. Wysycenie dwutlenkiem węgla zdecydowanie poniżej średniej, mogłoby być trochę wyższe, nadało by piwu większej rześkości.

W zapachu od razu uderza spora ilość amerykańskiego chmielu. Mamy tutaj cytrusy (głównie grejpfruty) i owoce tropikalne (czyli to co lubię w APA/AIPA), a także w mniejszym stopniu aromaty sosnowe i trawiaste. Całość pachnie wybornie i bardzo intensywnie, nie ma też żadnych nieprzyjemnych aromatów, woni alkoholu, itd.

Smakowo piwo jest średnio pełne, ale z uwagi na sporą goryczkę jest nad wyraz rześkie i genialnie pijalne. Mamy tutaj multum nut cytrusowych, sosnowych, trawiastych i owoców tropikalnych. Całość pije się z niekłamaną przyjemnością i piwo dosłownie znika w oczach.

Podsumowując, jest to jedno z lepszych piw pitych ostatnimi czasy. Gdy sporo AIPA czy APA obecnych na rynku już dłuższy czas obniża trochę cieszy fakt, że ciągle pojawiają się nowe browary, nowe piwa, które powodują, że jest po co chodzić do pubów/sklepów z piwem. Ze swojej strony zdecydowanie polecam.

Ocena końcowa: 8,5/10

środa, 4 czerwca 2014

Żywiec, Białe

3 komentarze

Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: 11,6%

Kraj pochodzenia: Polska

Kolor: [6/10]
Piana: [8/10]
Zapach: [7/10]
Smak: [6/10]
Nasycenie: [7/10]
Opakowanie: [5/10]

Cena: 3,69 zł / 0,5 l [Sklep osiedlowy]

Uwagi: Ciągle się dziwię, że witbier jest tak słabo popularny wśród dużych browarów. Przecież jest to styl tak wdzięczny (nawet ludzie nie lubiący "piwa" po spróbowaniu wita nie krzywią się - nie znam kobiety, której witbier nie smakowałby), że w USA piwo z koncernu MillerCoors (Blue Moon Belgian White) jest chyba najszybciej zyskującym rynek trunkiem.

Wracając jednak do piwa wypuszczonego przez Żywiec, po przelaniu do pokala otrzymujemy słomkowy, lekko mętny trunek (trochę zbyt mało mętny, wygląda raczej jak lekkie niefiltrowane pilsy). Piana jest obfita, opada w leniwym tempie, oblepia i zdecydowanie może się podobać. Wysycenie dwutlenkiem węgla powyżej średniej i pasuje tutaj idealnie.

W zapachu zdecydowanie wiadomo, że mamy do czynienia z witem. Jest tutaj kolendra, są cytrusy (cytryna i pomarańcza). Ciężko się do czegoś przyczepić - no może ewentualnie aromat mógłby być intensywniejszy. Piwo pachnie nad wyraz przyjemnie.

W smaku mamy również cytrusy i kolendrę, dodatkowo trochę nut biszkoptowych. Całość jest zdecydowanie wytrawna, nawet można by powiedzieć, że wodnista, ale dzięki temu rześka i przyjemna (nie ma tutaj żadnej nieprzyjemnej słodyczy). I znów najbardziej można się przyczepić intensywności aromatu, która mogłaby być wyższa.

Podsumowując, nie jest to jakiś nad wyraz wybitny witbier (brakuje trochę aromatu), ale nie ma żadnej wady, która by go dyskwalifikowała. Swoją drogą może to być też lekko stronnicza teza, bo po wypiciu kilku Witbier IPA wszystkie zwykłe odmiany stylu mają dla mnie za mało aromatu ;)

Ocena końcowa: 6,5/10

wtorek, 3 czerwca 2014

Revelation Cat, Double Dealer

4 komentarze

Alkohol: 8%
Ekstrakt: nie podano

Kraj pochodzenia: Włochy

Kolor: [8/10]
Piana: [3/10]
Zapach: [5/10]
Smak: [7/10]
Nasycenie: [4/10]
Opakowanie: [9/10]

Cena: ~15 zł / 0,33 l [Paryska 8, Warszawa]

Uwagi: Revelation Cat to włoski browar kontraktowy, który swoje piwa w przeważającej większości warzy w Anglii (tak samo jest z ocenianym przeze mnie Imperial IPA). Po przelaniu do pokala otrzymujemy głęboko złoty, dosyć mętny trunek. Piana jest mizerna, dosyć szybko opada do niewielkiej obręczy i nie prezentuje się zbyt okazale. Wysycenie dwutlenkiem węgla poniżej średniej, ale w przypadku takiego piwa nie przeszkadza to zbytnio.

W zapachu mamy trochę estrów, nuty landrynkowe, czerwoną porzeczkę i jakiś dziwny, a przy tym niezbyt przyjemny dziwny, trochę cebulowy aromat. Do tego mamy tutaj potężne utlenienie (mokry karton, suchy granulat herbaty, miód). Pojawia się też niewielka ilość octanu etylu (rozpuszczalnik). Ogólnie całkiem niezłe piwo do nauki wad sensorycznych (i nie tak nudne jak jasne lagery na kursach) ;)

W smaku znów utlenienie (ciekawe ile piwo stało na półce?), sporo mokrego kartonu i miodu. Poza tym aromaty chmielowe (ziemiste i sosnowe), a także lekko wyczuwalny alkohol. Goryczka jest dosyć spora, a piwo mimu 8% alkoholu jest całkiem wytrawne, dzięki czemu pijalność stoi na całkiem niezłym poziomie.

Podsumowując, piwo na 99% postało sobie w sklepie dłuższy czas i przez to ciężko je oceniać (aczkolwiek data ważności nie została przekroczona). Takie jak piłem niewarte uwagi, ale czuć, że miało potencjał. Można zatem zaryzykować z całkiem świeżą dostawą do Polski.

Ocena końcowa: 6,5/10

niedziela, 1 czerwca 2014

Piwna Warszawa (i piwny Poznań) oczyma Poznaniaka…

5 komentarze

…no tak nie do końca Poznaniaka, ale ostatnie 8 lat spędziłem w tym mieście i można powiedzieć, że cała moja poza koncernowa edukacja piwna związana była z tym miastem. Od kilku miesięcy mieszkam w Warszawie i mam już jakieś spostrzeżenia na temat piwnej rewolucji w stolicy na tle wielkopolskiego rejonu.

Jedna z kilku sal w Setka Pub
Źródło zdjęcia: poznan.pl
Przybliżając po krótce piwny Poznań (bo może niektórzy nie znają kontekstu) trzeba powiedzieć, że od początku było to jedno z lepiej wyposażonych miast w tym aspekcie. Zaczynając od sklepów z piwami to w Poznaniu istniał (i istnieje nadal) sklep Piwa Świata, który był świetnie wyposażonym sklepem nawet przed nastaniem tzw. piwnej rewolucji w Polsce. Właściciel sprowadzał piwa na własną rękę (głównie belgijskie klasyki) i rzeczywiście pamiętam jak dziś, że pierwsze wejście do tego sklepu spowodowało niemały opad szczęki. Od kiedy machina piwnej rewolucji ruszyła sklep poszerzał swój asortyment coraz bardziej i do tej pory nie widziałem lepiej wyposażonego sklepu w Polsce (pod względem ilości i jakości oferowanych piw). Do tego dochodzą jeszcze świetnie wyposażone (i zawsze będące na bieżąco) 2 punkty Centrali Piwnej, oraz trochę słabiej wyposażony sklep Ministerstwa Browaru (do tego ostatniego z uwagi na siłę 2 wcześniejszych zaglądałem w ostatnim roku bardzo sporadycznie, ale na początku wsławili się jako pierwszy sklep sprowadzający piwa nowo powstałego AleBrowaru).

Część piw zagranicznych z Piw Świata
Źródło zdjęcia: Fanpage Piwa Świata Poznań
Jeśli już wspomniałem Ministerstwo Browaru, to trzeba wspomnieć, że poza sklepem z piwem (i hurtownią piw) właściciele otworzyli pub (można powiedzieć, że multitap przed tym jak to było modne ;)), który nastawiony był głównie na polskie i belgijskie piwa. Od dosyć dawna istnieje również w Poznaniu pub Kriek Belgian, który wyspecjalizował się w sprzedaży belgijskich piw fermentacji spontanicznej. Jeśli chodzi o te puby to czasami trafiałem do nich i w większości przypadków nie było problemów ze stolikami. Jednak numerem 1 w Poznaniu jeśli chodzi o puby od początku swojego istnienia pozostaje pub Setka. Lokal, który w swoim pierwotnym miejscu posiadał bodajże 2 nalewaki, a i tak większość wypitych tam piw to były pierwsze warki pierwszych piw Pinty kupowanych w butelce (o innych kontraktowcach nikt wtedy jeszcze nie słyszał), a po jakimś czasie przeniósł się do aktualnego miejsca, rozpoczynając z 10 nalewakami, aby dojść aktualnie do 16. Teraz taka ilość nie robi wrażenia, ale nawet wtedy nie było to coś oszałamiającego (już wtedy krakowska Omerta miała tych nalewaków więcej). Jednak to nie ilość nalewaków, a klimat miejsca sprawiają, że do tej pory uważam Setkę za najlepszy pub w kraju. Ogromna ilość miejsca (pub znajduje się w piwnicach kamienicy i ciągnie się przez dobrych kilka pomieszczeń), ludzie bez przysłowiowego „kijka w dupie”, właściciele, którzy rzeczywiście kochają piwo – to wszystko sprawiało, że cieszył każdy pobyt w tym pubie. Co z tego, że urządzony po najniższych kosztach, skoro miał swój klimat.

Pozostaje jeszcze kwestia browarów restauracyjnych czy też rzemieślniczych w Poznaniu i okolicach, ale tutaj trzeba przyznać, że nic ciekawego na temat Poznania powiedzieć nie można (poza Brovarią, która i tak jest sfocusowana na gościach hotelu oraz klientach restauracji nie ma w Poznaniu żadnego takiego przybytku).

Druga, mniejsza placówka Centrali Piwnej
Źródło zdjęcia: Fanpage Centrala Piwna
Po tak długim wstępie nakreślającym co zostawiałem wyprowadzając się z Poznania wróćmy do meritum, czyli piwnej Warszawy. Stolica przez długi czas była uznawana za piwną pustynię i nawet pomimo, że wcześniej bardzo rzadko w niej bywałem to udało mi się to odczuć. Jednak wszystko zmieniło się w zeszłym roku, powstały pierwsze puby mające 10 i więcej kranów, powstała masa sklepów z piwami i ogólnie to Warszawa stała się centrum piwnej Polski (coraz więcej premier piw w stolicy, itd.).

Zacznijmy zatem od rzeczy, która rzuca się od razu w oczy – Warszawa łaknie dobrego piwa i ciągle nie widać, żeby była zaspokojona w tej materii.

Kwestia warszawskich pubów na pierwszy rzut oka wygląda wyśmienicie. Są Kufle i Kapsle, które ostatnimi czasy stały się kolebką piwnych premier, które zawsze na kranach (których jest 16 12) mają coś ciekawego. Ale co z tego skoro znaleźć miejsce siedzące w tym lokalu graniczy z cudem. Piątkowe i sobotnie wieczory wyglądają tak, że nawet trudno się dobić do barmanów aby złożyć zamówienie. Co tam, nawet w inne dni w tygodniu jest z tym ciężko wieczorami. Niby można zrobić rezerwację, ale w moim przypadku 95% wyjść na piwo jest spontaniczna. Niby można postać gdzieś w rogu, ale o ile nie jest to dla mnie większy kłopot (i dla kilku znajomych hop-headów), tak cała reszta znajomych ma na to mieszane uczucia. A piwo w knajpie to jednak przede wszystkim aspekt socjalizujący i jeśli grupa ma zamiar narzekać na brak miejsca, kończy się zazwyczaj szybkim wyjściem z takiego lokalu. Podobnie wygląda to w przypadku pobliskiego pubu Piw Paw, który jest rekordzistom jeśli idzie o ilość nalewaków (57 robi wrażenie). Na szczęście niezbyt daleko od tych 2 przybytków ulokowana jest Gorączka Złota (niby tylko 3 nalewaki, ale zawsze jest coś ciekawego do wypicia i mimo, że lokal mikroskopijny to niemal zawsze znajdzie się miejsce dla kilku osób). Dalej mamy Chmielarnię (położoną trochę na uboczu), która jednakże z uwagi na to, że jest głównie restauracją nepalsko-tajską nie wszystkim pasuje (zapachy), a także jest niezbyt duża rotacja osób przy stolikach (jak to w restauracjach). Pozostaje jeszcze pub Cuda na Kiju, który poza tym, że jest przesadnie hipsterski (zdecydowanie nie w moim klimacie), to na dodatek też często zapchany do granic możliwości. Jest jeszcze kilka knajp z ciekawym piwem, które odwiedziłem raz i więcej nie miałem zamiaru tam wracać, bo nie czułem takiej potrzeby. Podsumowując, niby na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle, tak jak się człowiek zastanowi ciężko jest się zebrać ze znajomymi i wpaść w weekend na dobre piwko w Warszawie. W Poznaniu niemal nigdy nie miałem z tym problemów. Dochodzi jeszcze jeden aspekt. Wszystkie warszawskie lokale z dobrym piwem są albo mało, albo mikroskopijne, przez co wejście większą grupą (powiedzmy +15 osób) to mission impossible.

Jeszcze słabiej wygląda to jeśli spojrzymy na sklepy piwne. Przyzwyczajony poznańskimi Piwami Świata i Centralą Piwną, które posiadały setki genialnych piw zagranicznych i wszystkie nowości z Polski do tej pory nie mogę się nadziwić jak w sieci dobre noty zbierają sklepy pokroju Piwosz (przecież to jest mniejsze niż kiosk ruchu), Jola (ponoć sporo piw zagranicznych, dobry żart), Cech Piwny (dosłownie kilkanaście ciekawych piw z zagranicy po jednej sztuce i trochę Polski), czy też Piwny Stan (niemal brak zagranicznych piw). Może źle szukałem, ale dotychczas odwiedzone warszawskie sklepy piwne przy tych poznańskich wyglądają jak gminne dożynki przy Festiwalu Biofilia.

Finalnie spoglądając na piwną Warszawę moimi oczyma, niby na papierze jest całkiem ok, tak niemal każdy wypad do jakiegokolwiek pubu lub sklepu powoduje ciągłe powtarzanie „przecież w Poznaniu z 1 zajebistym pubem i 2 sklepami miałem lepiej”. Pewnie usłyszę, że się w dupie poprzewracało, ale jak człowiek już coś dostał, to ciężko się przyzwyczaić do niższego poziomu. I takim akcentem kończę, ubieram się i udaję do centrum Warszawy, mając nadzieję, że w ten sobotni wieczór uda mi się napić dobrego piwa w ludzkich warunkach ;)